wtorek, 9 października 2012

Wszystko, co dobre... nadal trwa...

...we wspomnieniach, a raczej w zaległej relacji z Zakopanego autorstwa Kostki. Rozkoszujmy się zatem wspomnieniami:

Czwartek zaczął się jak zwykle: pobudka, śniadanie 8.30, chwila na ogarnięcie się i zbiórka.
Wyruszyliśmy w kierunku kolei na Kasprowy. Gdy znaleźliśmy się na miejscu, czekała nas kolejka do kolejki jak to już zostało zgrabnie określone na blogu.
Zapowiadało się kilkugodzinne czekanie, więc zrezygnowaliśmy z tej przyjemności i podzieliliśmy się na dwie grupy: grupę idącą w góry i grupę zwiedzającą muzeum i siedzącą na Krupówkach.
Grupa wyruszająca w góry szybko zebrała się i ruszyła na podbój Nosala.
Już na początku trudno było nie zauważyć ociągania się niektórych jednostek, które potrzebowały chwili, żeby się rozbudzić i ruszyć żwawo do przodu.
Kiedy wreszcie znaleźliśmy się na szczycie, widok wynagrodził wszystkie trudy, a górskie powietrze można było poczuć jeszcze intensywniej niż zwykle.
Droga w dół, jak to zwykle bywa, już nie dłużyła się tak ja ta na górę i szybko znaleźliśmy się na dole.
Tam okazało się, że mamy możliwość zwiedzić najstarszą góralską chatę, niestety zniechęciła nas do tego zamieszkująca tęże chatę staruszka, a raczej stadko jej kotów, które zamieniły chatę w ogromną kuwetę.
Szybko się stamtąd zmyliśmy i ruszyliśmy na Krupówki.
Wstąpiliśmy do Muzeum Przyrodniczego (w którym wcześniej była druga grupa), w którym obejrzeliśmy film o kozicach i świstakach oraz o niedźwiedziach tatrzańskich.
Później obejrzeliśmy wystawę pełną małych, wypchanych zwierzątek i ruszyliśmy prosto na Krupówki.
Tam pół godziny czasu wolnego, powrót do ośrodka, znów czas wolny, obiad.
Po obiedzie zaplanowane było wyjście do teatru im. Stanisława Ignacego Witkiewicza na przedstawienie oparte na tekstach biblijnych ,,Pieśń nad Pieśniami".
Przedstawienie zdecydowanie było ciekawym doświadczeniem i myślę, że należy tak je potraktować.
Według mnie gra była bardzo dobra, ale całość wypadała nieco kontrowersyjnie, plujący na siebie i widownię aktorzy miotający się po scenie, wykrzykujący do siebie swoje role zdecydowanie nie przypadli mi do gustu.
Po powrocie do ośrodka wielkie pakowanie, ale dzień ten zdecydowanie był bardzo ciekawy!



 Chata-kuweta i ten (jak zawsze) kontrowersyjny Teatr Witkacego - to zdecydowanie najmocniejsze punkty czwartku! Szkoda, że nas tam nie było...


1 komentarz:

  1. Zazdroszczę wam, że sobie spacerowaliście po górach i że byliście w teatrze, mam nadzieję, że sztuka wam się podobała.
    Gżdacz

    OdpowiedzUsuń