środa, 30 stycznia 2013

Zimowe szaleństwa.

Jak spędzacie ferie? Notujcie, pamiętajcie - czekamy na relacje już w nowym semestrze.
Mamy nadzieję, że Wasze lodowiska nie są dużo mniejsze od tego poniżej;))


sobota, 26 stycznia 2013

Zaczęło się!

Wreszcie zaczęły się ferie!

Przekazujemy Wam życzenia od pani dyrektor:

Kochani!

Przed Wami zasłużony odpoczynek.

Życzę Wam dużo śniegu na stokach, słonecznej pogody, śliskich nart i elastycznego ciała. Wróćcie po feriach wypoczęci, opaleni i pełni nowej energii, przywieźcie ze sobą powiew świeżego powietrza i zdjęcia wspaniałych bałwanów, a w głowach nowe pomysły do realizacji w drugim semestrze.

Do zobaczenia!

Izabela Okrasa

Przyłączamy się i życzymy takich doznań, jak na zdjęciu:))



środa, 23 stycznia 2013

Trochę twórczości plastycznej...

Podczas gdy klasa druga gimnazjum spala się twórczo przy produkcji niemego filmu grozy (zwiastun już niebawem!), pierwszaki (klasa "a") popełniła plakaty - dotyczące dowolnego dzieła albo wydarzenia. "Dają radę"? ;))


 



niedziela, 20 stycznia 2013

Z przemyśleń na tematy ważne i poważne.

Klasa druga gimnazjum rozmawiała ostatnio sporo na temat zagadnień związanych z internetem. Efektem są dłuższe wypowiedzi drugoklasistów dotyczące wychowania dzieci w dobie świata wirtualnego. Mądrzy rodzice nam rosną...:)

Oto wypowiedzi Zuzki i Weroniki:

Zuza:


Jak wychować dzieci w dobie internetu, gier komputerowych, cyberprzemocy?

Wychowywanie dzieci zawsze jest zadaniem odpowiedzialnym i trudnym. Jak mu sprostać w XXI wieku?
Chciałabym, aby moje dzieci jak najdłużej nie korzystały z komputera, żeby miały lepsze dzieciństwo, spędzone na bieganiu, wspinaniu się po drzewach czy zabawie w piratów. Wolałabym jednak, by nie opierało się to na zakazach i nakazach. Chcę pokazać mojemu dziecku, że realny świat ma do zaoferowania znacznie więcej niż wirtualny.
Zdaję sobie sprawę, że dziecko nie może być wychowywane bez Internetu i komputera, póki co najważniejszych wynalazków dzisiejszych czasów. Myślę, że osiem, dziewięć lat to odpowiedni czas, by zacząć pokazywać dziecku świat wirtualny. Mam nadzieję, że będę mogła mu zaufać i nie bawić się w kontrole rodzicielskie i tym podobne. Chcę nauczyć dziecka organizować czas, tak by nie spędzało całego dnia przed komputerem.
Myślę, że najtrudniejszym zadaniem będzie wyjaśnienie dziecku kwestii cyberprzemocy oraz tego, że nie wszystko, o czym czyta w internecie, jest prawdą. Dzieci są naiwne i ufne, ciężko wytłumaczyć im zło tego świata. Niektórzy rodzice starają się chronić swoje pociechy, nie dopuszczając ich do internetu , ja jednak nie zgadzam się z takim podejściem. W jaki sposób mają w przyszłości samodzielnie funkcjonować, skoro nie są zaznajomione z tak powszechnymi sprawami? Choć jest to trudne, zwłaszcza dla rodziców, trzeba pokazać dziecku okrucieństwo tego świata, dla ich własnego dobra.
Wychowanie dziecka w ten sposób jest niełatwym zadaniem i nie wiem, czy mu sprostam. Na razie sama jeszcze nie rozumiem wielu spraw. Może gdy zdecyduję się na dziecko, będę doroślejsza? Mądrzejsza? Chciałabym być dobrą mamą, ale coraz bardziej wątpię, czy dam radę.


Weronika:

Moim zdaniem podstawą każdego związku jest zaufanie. Nie można normalnie funkcjonować z podejrzeniami, niepokojem i nieufnością. To samo jest z dziećmi. Nikogo nie da się do końca kontrolować, nie widzę w tym jednak nic złego. Przy dobrym kontakcie z dziećmi niepotrzebne są żadne kontrole rodzicielskie, czy też inne ograniczenia.
Dzieci na pewno trzeba w temat internetu wprowadzić. Nie można tego zrobić ani za wcześnie, ani za późno. Dziecku w wieku 3-7 lat potrzebna jest interaktywna edukacja, zabawa, spędzanie czasu z rodzicami i rówieśnikami a nie strony www. Co do gier komputerowych zdania są podzielone. Uważam, że jeśli raz dziennie przez pół godziny dziecko w wieku 5-6 lat pogra w grę z Kubusiem Puchatkiem, w której pomoże mu liczyć baryłki miodu albo porządkować literki, to negatywnych skutków nie będzie. Więcej niż godzina nie jest raczej wskazana, tak samo jak gry niedostosowane do wieku. Wracając do internetu – jeśli w odpowiednim wieku dziecka w internet nie wprowadzimy, to wejdzie ono w cyberświat samo, ale niestety, nieświadomie. W wieku około dziewięciu lat powinno się, moim zdaniem, pokazać dziecku jak szukać informacji, ale nie jakichkolwiek, tylko wartościowych, jak internet może pomóc na co dzień czy też zaprezentować gry odpowiednie dla dziecka. W tym momencie należy ostrzec przed niebezpieczeństwami. Wyjaśnić, że nie każdemu można wierzyć. Że nie wszystkie treści są prawdziwe. Że długie przebywanie przed komputerem nie jest dobre dla zdrowia. Dziecku trzeba wszystko wyjaśnić, zamiast zakazywać. Dzieci lubią wiedzieć, rozumieć. Myśleć, że są duże i dorosłe. Należy także ustalić czas, czyli ile dziecku można przebywać przed komputerem. Sądzę, że nie powinna być to więcej niż godzina.
Stopniowo trzeba pokazywać coraz więcej. Co to są portale społecznościowe i jak z nich korzystać. Co to jest Youtube. Czemu nie zawsze można wierzyć Google’owi. Trzeba dziecko z takimi tematami oswoić i, jak będę dalej podkreślać, tłumaczyć.
Pozostaje kwestia cyberprzemocy. I jak to wytłumaczyć dziecku? Że ludzie mogą być dla innych niemili, bo nie wiadomo, kim są? Że w internecie można powiedzieć i zrobić wszystko? Trzeba dziecku uświadomić, że z internetem jest tak jak z życiem. Wybieramy, czy postąpimy dobrze czy źle. W internecie czynienie zła jest po prostu ułatwione. Musimy też uświadomić dziecku, że nie każdy musi być tym, za kogo się podaje. I nie można ufać „na słowo”, a zwłaszcza podawać swoich danych osobowych, lub jakichkolwiek informacji.
Moim zdaniem nie można dzieci do internetu nie dopuścić, ani całkowicie im go ograniczyć. Jest to bowiem jeden z najistotniejszych, jak na razie, wynalazków XXI wieku. Trzeba po prostu nauczyć je mądrze i odpowiedzialnie z niego korzystać.

 A co Wam się nasuwa w tym temacie?


czwartek, 17 stycznia 2013

Oko Saurona (wciąż) patrzy...

... a Władca Pierścieni wciąż żywy! Dyskusyjny Klub Filmowy kończy semestr w wielkim stylu: już jutro zapraszamy na maraton filmowy w świecie Tolkiena. Wchodzą przebrani, a czeka na nich szereg tolkienowskich atrakcji! Zaczynamy o 19.00. Koniec imprezy, jak na maraton przystało - około szóstej rano...:) Zapraszamy!



poniedziałek, 14 stycznia 2013

Film z kanonu.

Dziś recenzja filmu starego (1989), ale zaliczanego do szkolnego kanonu filmowego - Stowarzyszenie Umarłych Poetów Petera Weira. Obejrzały ten film ostatnio klasy Ia i Ib. A oto, jak spodobał się Weronice z klasy drugiej:


-->
Film ten opowiada o najlepszej szkole dla chłopców, w której po odejściu starego nauczyciela od angielskiego dochodzi nowy nauczyciel, John Keating. Wbrew standardom nauczania i ogólnej opinii uczy chłopców doceniać poezję i myśleć samodzielnie.
Z tego dzieła możemy wiele się dowiedzieć o mentalności tamtych czasów oraz o sposobach nauczania, o kontaktach dzieci z rodziną a także o bezwzględnym posłuszeństwie wobec rodziców wymaganym od dzieci.
Nie określiłabym tego filmu mianem dramatu, jak jest opisany, ale ciężko jest się zdecydować na określony gatunek. Nie jest on komedią, niesie za sobą duże przesłanie i ma wiele mądrych cytatów oraz ukazuje wspaniałość literatury. Sądzę, że jest on dramatem ze względu na śmierć Nielsa.
Jeśli byłabym krytykiem dałabym temu filmowi 4/6 gwiazdek. Ogólnie jest to film dobry, i każdy powinien go obejrzeć i wyrobić sobie własne zdanie na jego temat, ale nie jest to moim zdaniem dzieło wybitne. Jego poziom bardzo obniża moim zdaniem samobójstwo, które jest trochę przesadzone. Nie wiem, czy takie było założenie czy tez było to rozwiązanie wykorzystane z braku pomysłu.
Opisując ten film, zdałam sobie sprawę, że nie mam zielonego pojęcia, czy była w nim jakaś muzyka, a jeśli tak to jaka. O ile np. w „Zakochanym Paryżu” muzyka odgrywała moim zdaniem ogromną rolę, tu albo jej nie było, albo po prostu nie przykuła mojej uwagi ani odrobinę. Oprócz jednej sceny, gdy czytając różne maksymy wykopywali piłkę, nie przypominam sobie żadnej innej.
Ogólnie film niesie za sobą wiele mądrości, którą powinno się z niego wyciągnąć, ale momentami jest rozwlekły i trochę nudzi.
Widać też w nim odmienne charaktery, punkty widzenia i sposoby patrzenia na świat, ale zarazem to samo, wymuszone przez dorosłych postępowanie, jak na przykład podpisanie się w końcowych minutach filmu pod oświadczeniem przeciw nauczycielowi, którego chłopcy z całego serca uwielbiali.
Najbardziej podobało mi się zakończenie. Było to moim zdaniem piękne, wzruszające i chyba jedyne szczere zachowanie przy dorosłych w całym tym filmie. Pokazywało ich stanowisko, i tak naprawdę, bezsilność. Ale przede wszystkim szacunek dla tak mądrego człowieka.

Weroniko, dzięki! A co na to pierwszaki?




sobota, 12 stycznia 2013

Takich mamy absolwentów :))

Przedstawiamy Wam pierwszego absolwenta naszego liceum z roku 1996, dziś prezesa zarządu firmy Allsoft - pana Tomka Wojewodę.

Wywiad z nim przeprowadzili Kostka Wasilewska i Ignacy Domosławski.



-->



K:Czy nasza szkoła miała wpływ na Pana życie? Czy ukierunkowała Pana w jakiś sposób?

T:  Mówcie mi na Ty, bo się strasznie staro czuję, a jestem młody, mimo, że w tym towarzystwie najstarszy. :D

Tak, miała bardzo duży wpływ, zróbcie lepiej wywiad z Januszem Mastalerzem, jeśli chodzi o elementy zmiany, ale przyjechałem, no powiedzmy jako arogancki, amerykański szczeniak, a no myślę, że wyszedłem na ludzi. Tak mi się wydaje.

K: Jak wspominasz szkolne lata? Czy jakieś wydarzenie specjalnie zapadło Ci w pamięci?

T: Posiadanie klasy składającej się z dwóch osób już  jest pewnym wydarzeniem zapadającym w pamięć. :)

Zaczęliśmy od czterech, dwóch się ostało na koniec. :D

Ja wszystko dobrze wspominam, ja dużo się  przeprowadzałem i to jest taki okres w moim życiu, który dobrze wspominam.

K: Czy udawało Ci się ściągać i może masz jakieś rady dla naszych uczniów? 

T: Nie ściągajcie w klasie, w której są dwie osoby.

Po prostu wystarczy, żeby jedna osoba nie przyszła i nie ma 50 % klasy i puszczają was do domu. :D

No i nauczycie się dywersyfikacji,bo jak się siedzi z dwoma osobami w klasie, to strasznie szybko można zmienić temat.

Na studiach ściągałem, przyznam się. Drukarki laserowe, czcionka 4, szerokość kartki 9 mm i jesteśmy w stanie zrobić ściągę 6-7m długości.
Tylko, że najlepsze w robieniu ściągi jest to, że robiąc ściągę uczymy się tego, co na niej jest, nie róbmy sobie złudzeń, robiąc nawet najlepszą ściągę na świecie, trzeba ją najpierw zrobić i to po prostu zostaje.

Ściąga jest raczej takim elementem psychologicznym, o którym wiemy, że gdzieś tam go mamy i zawsze można po niego sięgnąć.

K:Jak  wiele się zmieniło?

T: Oprócz tego, że znajdujemy się w inny budynku? :D

K: Na przykład. :P

T: To  znaczy, moja sala gimnastyczna to było pomieszczenie, w którym się teraz znajdujemy. To wszystko  były gołe ściany, wy teraz tego nie widzicie, ale tu są takie wystające progi, one są zasłonięte.

Teraz te wszystkie pokoje zostały dostosowane i wyglądają  rzeczywiście jak klasy.

Ja ten budynek pamiętam od pierwszego dnia istnienia tej szkoły, ponieważ moja siostra tu chodziła do szkoły.

Ja, będąc małym szczylem, budowałem płot wokół tamtego budynku, więc ja rzeczywiście to miejsce pamiętam od samego początku.

Pamiętam jak nawet z Panią Żbikowską i kilkoma innymi osobami weszliśmy do tamtego budynku, a tam były łazienki zdemolowane przez wychodzące wojsko, jakieś połamane drzwi, słuchajcie to wyglądało tragicznie.

Jakieś noże były powbijane, dziury po nożach, tak to wszystko wyglądało na początku, więc to wszystko, co tu widzicie zostało zrobione od kompletnego zera.

Znajdujemy się w budynku Polmozbytu, dla mnie to jest Polmozbyt, przecież jeszcze ten napis prześwitywał.

Ale upgrade jest po prostu nieporównywalny.

K: Zdecydowanie.

Jaki był Twój ulubiony przedmiot?

T: Ten, na którym mogłem zabłysnąć.

Pamiętam, że lubiłem biologię, ale tylko wtedy, kiedy mówiliśmy o oceanach, bo to jest jakaś moja pasja i pamiętam, że dostałem szóstkę, bo napisałem chyba z 20-stronicowy esej na temat rekinów i powiedziałem Pani, że to jest dopiero rozdział pierwszy, bo reszty mi się nie chciało pisać.:D

W sumie nie wiem, z matmy zawsze byłem mocny, potem zrobiłem się trochę słabszy, chyba historia, ale to też wybrane okresy.

I:Czy utrzymujesz kontakt z kolegą z klasy?

T: Jeszcze do niedawna utrzymywałem z nim kontakt, ale z przyczyn osobistych już nie.

I: Jaki był Twój ulubiony nauczyciel?

T: Ojej, lepiej nie będę tu tak wymieniał, żeby kogoś nie urazić.

Każdego lubiłem za coś innego, jednych mniej, drugich bardziej. :)

Dziękujemy za wywiad! :)))


I jeszcze parę "wspomnieniowych" fotografii:

 


 Ach, te szkolne imprezy...


Tomasz Wojewoda - drugi z lewej:)

środa, 9 stycznia 2013

Ale się dzieje!



Kolejna propozycja Klubu Miłośników Teatru!


16 stycznia w naszej Szkole odbędzie niecodzienne wydarzenie. Sala lekcyjna zamieni się w scenę teatralną, na której zagości zespół Teatru Powszechnego. III klasa Gimnazjum oraz wszystkie klasy Liceum będę mogły obejrzeć spektakl „Sebastian X”, a potem wziąć udział w dyskusji.


Sebastian X
20 listopada 2006 roku osiemnastoletni Sebastian Bosse wkroczył do swojej dawnej szkoły w niemieckim Emsdetten i zaczął strzelać do uczniów i nauczycieli, po czym popełnił samobójstwo. Co skłoniło nastolatka do tego czynu? Czy winę ponoszą jedynie gry komputerowe i łatwość dostępu do broni? Uznany dramatopisarz Lars Norén ucieka od prostych odpowiedzi; opierając się na dzienniku i nagraniach Sebastiana przedstawia mocny, pełen emocji portret młodego człowieka żyjącego w świecie ogarniętym konsumpcją i przemocą.

Sebastian X, Lars Norén, przekład: Halina Thylwe
Reżyseria 
Grażyna Kania
Obsada
Premiera
17 marca 2012


Sebastian X rozpoczyna, pierwszy w Polsce, projekt edukacyjny „Teatr w klasie”. Projekt ten polega na przedstawianiu w szkolnej klasie spektaklu dobranego tematycznie do aktualnych problemów, z którymi młoda widownia spotyka się lub może się spotkać. Teatr staje się więc płaszczyzną dialogu z młodzieżą odbywającego się w naturalnych dla niej warunkach. Realizacji tego nowatorskiego projektu podjęła się Grażyna Kania, uznana reżyser, która w zeszłym sezonie zrealizowała w Teatrze Powszechnym Sieroty, spektakl okrzyknięty jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu w Warszawie”.
Źródło: Teatr Powszechny


„Czyta się o tym, a nawet ogląda w wiadomościach: coraz częstsze akty agresji o trudno definiowanym źródle, zabójstwa w szkołach popełniane z zimną krwią, przypominające zamachy terrorystów. O jednym z takich autentycznych wypadków traktuje dramat Larsa Noréna Sebastian X. Trudny monolog przedstawia Tomasz Błasiak. (…)
Sebastian X, w reżyserii Grażyny Kani, to nowa forma w Teatrze Powszechnym, określana mianem „teatru w klasie”. Adresowana jest do uczniów (spektakl będzie grany w szkołach) i ma być rodzajem edukacyjnej terapii. To forma wymagająca od aktora odpowiedzialności i odwagi. Powszechny przypomina, że Teatr publiczny ma również obowiązki społeczne”.
(Stolica, Warszawa, 12 kwietnia 2012)

niedziela, 6 stycznia 2013

Nowy rok, nowe propozycje!

Nasz Klub Miłośników Teatru serdecznie zaprasza 22 stycznia do Teatru na Woli, na spektakl pt. „Madame”, który jest adaptacją niezwykłej powieści Antoniego Libery. 
 
Bohaterem powieści jest uczeń maturalnej klasy jednego z warszawskich liceów. Dość krytycznie odnosi się on do otaczającej go rzeczywistości Polski lat sześćdziesiątych XX wieku. Szkoła staje się dla inteligentnego chłopca symbolem zobojętnienia, pasywności, miejscem pełnym przeciętniaków i miernot. Wszystko jednak się zmienia, gdy dyrektorką szkoły zostaje Madame – młoda i piękna nauczycielka języka francuskiego. Jej tajemniczość, chłód, obojętność i nieprzeciętna uroda sprawiają, że wyróżnia się ona na tle innych nauczycielek, rozpalając tym samym wyobraźnię niejednego maturzysty. Narrator powieści również ulega fascynacji szkolną Królową Śniegu i podejmuje szereg działań mających na celu zbliżenie się do ukochanej…


Serdecznie zapraszamy.


Madame, reż. Jakub Krofta, adaptacja: Maria Wojtyszko
22 stycznia (wtorek), g. 19.00
Teatr na Woli im. T. Łomnickiego, ul. Kasprzaka 22
bilety: 60 zł
(pieniądze na bilety proszę wpłacać do wychowawców lub do p. Beaty Januszkiewicz)