wtorek, 5 marca 2013

Z kina...

Chodzicie do kina, oglądacie i najczęściej... jesteście niezadowoleni;)  Kto podzieli opinię Michała z klasy 2A, który obejrzał i skrytykował Hobbita?


„Hobbit”, jedna z najbardziej wyczekiwanych produkcji tego roku. Jest to ekranizacja powieści J.R.R. Tolkiena, która nie wywarła na mnie ogromnego wrażenia. Spodziewałem się większych emocji podczas seansu. To opowieść o niebezpiecznej i długiej podróży krasnoludów do swojego dawnego domu, Samotnej Góry. Obecnie mieszka tam groźny smok Smaug.
Zacznijmy od krytycznej strony. Wyjątkowo rozczarowała mnie monotonność „Hobbita”. Cala opowieść opierała się na wędrówce i walce krasnoludów. Te sceny następowały po sobie i powtarzały się co piętnaście minut. Kolejnym minusem tego filmu jest Blady Ork, postać, której w książce nigdy nie było. Został wskrzeszony niczym „Darth Maul z Gwiezdnych Wojen”. Jakby tego jeszcze było mało, walczył on z Thorinem i zginął z jego ręki na polu bitwy (tak twierdził Thorin aż do momentu w, którym zobaczył go ponownie). „Niezwykła podróż” nie była taka niezwykła.
Ale jest również za co pochwalić. Kostiumy dobrane idealnie. Krasnoludzi jak prawdziwi, Gandalf został niezmieniony (tyle że jest szary), a hobbit wygląda na prawdziwego hobbita, nie wspominając już o orkach, goblinach i elfach. Muzykę dodano tę samą co w poprzednich dwóch częściach, co sprawiało, że był odczuwalny klimat Śródziemia. Wszystkie pieśni krasnoludów również były wyjątkowo dopracowane, zwłaszcza ta, gdy Thorin stoi przy kominku w norze Hobbita. Podczas seansu można było podziwiać przepiękne krajobrazy.
Uważam, że film nie był taki świetny jak zapowiadano, więc w ocenie w skali od jednego do dziesięciu dałbym sześć punktów, ponieważ zabrakło mi w nim czegoś nowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz