piątek, 24 maja 2013

Relacja z Dnia Koszulki.

W środę odbył się Dzień Koszulki. Rozmawialiśmy o stroju, o eko-ubraniach i butach na specjalne zamówienie.





Niektórzy byli bardzo zasłuchani, choć ukryci:


Koszulek było dużo:




A po wszystkim: clothes swap:


 


Trwały walki o każdy rękaw:))




wtorek, 21 maja 2013

poniedziałek, 20 maja 2013

Wspomnienia Euro 2012.

Niedługo minie rok od Euro 2012. Zamieszczamy wspomnienie tych wydarzeń - Stadion Narodowy jako główny bohater holywoodzkiego hitu? ;)) Oto filmowy plakat autorstwa Kuby z klasy drugiej gimnazjum:



środa, 15 maja 2013

Nasi absolwenci.

Prezentujemy kolejny wywiad z absolwentką naszego Liceum im. Lotników Amerykańskich, które ma już dwadzieścia lat!
Z Małgorzatą Krzemińską rozmawiała Kostka z klasy trzeciej:
Konstancja Wasilewska: Jak wyglądały pierwsze lata w szkole?
Małgorzata Krzemińska: W pierwszej klasie było osiem osób, trudno za kimś się schować, przy dużym "szczęściu" było się nawet parokrotnie na lekcjach pytanym. To był duży plus ze względu na to, że na lekcjach można było dużo skorzystać, ale rzeczywiście wiązało to się ze sporym stresem. Bardzo dobrze wspominam wszelkie wyjazdy integracyjne oraz to, że nauczyciele zawsze byli za nami, można było z nimi porozmawiać i poświęcali dużo uwagi nie tylko sprawom związanym ze szkołą, ale po prostu, nam.

K.W.: Jak wyglądały Wasze przerwy?
M.K.: Kiedyś graliśmy w ping-pong'a, przez jakiś czas mieliśmy radio szkolne, więc troszkę się działo, ale przede wszystkim gadaliśmy, wygłupialiśmy się, czasem rozmawiało się o lekcjach, ale też przez jakiś czas graliśmy w karty.

Pamiętam też te pierwsze miłości, zakochania, czajenie się "a gdzie kolega?", "co on robi?" tego typu rzeczy. :)
K.W.: Co jedliście w szkole? Czy były obiady albo sklepik?
M.K.: Tak, sklepik był, obiady też. Pamiętam, że sklepik chyba rotacyjnie prowadziliśmy. I pamiętam też czasy, kiedy weszły Pawełki i one robiły furorę w tym sklepiku.

K.W.: Jak wyglądały szkolne uroczystości?
M.K.: Najbardziej pamiętam studniówki z liceum, ponieważ w liceum było niewielu uczniów, wszystkie starsze klasy były malutkie w związku z tym we wszystkich studniówkach uczestniczyliśmy wspólnie. Z największym sentymentem wspominam moją studniówkę, która odbywała się poza szkołą, na Starówce w restauracji, nie pamiętam już jak się nazywa. Byłam wtedy na antybiotyku, miałam 39 stopni gorączki, ale uparłam się, że MUSZĘ być na swojej studniówce! :)

Poza tym wyjazdy integracyjne, chyba nigdy w życiu nie nachodziłam się tak po górach!
K.W.: Makijaż, farbowane włosy, do jakiego stopnia takie rzeczy były dozwolone?
M.K.:Nie było to dozwolone, aczkolwiek staraliśmy się jakoś to wyminąć, odrobinę tuszowałyśmy rzęsy, czy jeśli miało się jakąś farbę, ja miałam blond refleksy wyglądające naturalnie, wtedy jeszcze było to dozwolone.

Jeśli chodzi o paznokcie to tylko jakiś bezbarwny, makijaż później był dozwolony, ale nie jakiś wyzywający, tak samo ubrania, wszystko w granicach rozsądku.
K.W.: Jaka panowała moda?
M.K.: Nie przypominam sobie momentu, w którym wszyscy wyglądalibyśmy tak samo, u mnie w klasie było dużo indywidualistów, więc ubieraliśmy się bardzo różnorodnie. Każdy ubierał się tak jak lubił, tak jak czuł się dobrze.

Myślę, że było podobnie jak teraz, ogromna różnorodność, nie koniecznie jeden nurt z którego korzystają wszyscy.
K.W.: Czy wciąż utrzymuje Pani kontakt ze znajomymi z klasy?
M.K.: Z nielicznymi osobami, przyznam szczerze, że trochę te kontakty zaniedbałam, czego żałuję. Wiem, że wiele osób z mojej klasy utrzymuje jednak te znajomości, więc da się to zrobić.

K.W.: Jaką wycieczkę zapamiętała Pani najbardziej?
M.K.: Myślę, że jedną z takich wycieczek była wycieczka w liceum, podczas której mieliśmy otrzęsiny, same otrzęsiny były pamiętne, zgubiliśmy się też wtedy w górach, bo trochę przesadziliśmy z odległością i jak już wracaliśmy to się mocno ściemniło, a druga grupa bardzo się wystraszyła, bo nie wiedziała, co z nami się dzieje.

Bardzo dobrze wspominam też ostatni wyjazd, kiedy byliśmy już w klasie maturalnej do Zakopanego z panem Kowalskim i pamiętam, że wtedy pierwszy raz poczułam się taka dorosła, miałam takie poczucie, że nauczyciele traktują nas na równi.

K.W.: Jakie widzi Pani zmiany?
M.K.: Ogromne! Kiedy parę lat temu tu byłam, prowadziłam zajęcia też warsztatowe, to też pamiętam, że był to już ten budynek, ale nie było tej atmosfery, teraz widzę, że wisi tu dużo waszych prac, macie kanapy, kawiarenkę, więc na pewno pod względem wizualnym widzę ogromne zmiany. Od jakiegoś czasu pan Kowalski zaprasza mnie na przeróżne spotkania, na które niestety nie mogłam znaleźć czasu ze względu na moją pasję podróżniczą, natomiast widzę, że zaczyna się dużo dziać w związku z 20-leciem liceum.

K.W.: Czy szkoła ukierunkowała Panią w jakiś sposób?
M.K.: Na pewno wiedziałam już w szkole, że jestem bardziej umysłem humanistycznym niż ścisłym. Szkoła dała mi przede wszystkim różne możliwości rozwoju, mieliśmy różne kółka zainteresowań, dzięki czemu można było spróbować wielu rzeczy, choć przez to trudno było się zdecydować.

Przez długi czas byłam na przykład przekonana, że pójdę na ASP, bardzo chciałam być architektem wnętrz, ale stchórzyłam przed egzaminem, mając gotową teczkę.
Mój drugi plan to była właśnie psychologia, bo zawsze uchodziłam za osobę, której można się wyżalić, która wysłucha i doradzi i miałam takie poczucie, że chciałam pomagać ludziom, choć bardzo bałam się, że nie będę się umiała od tego odciąć, ale studia nauczyły mnie trochę inaczej na to patrzeć.

Na początku bardzo się tego bałam w związku z tym poszłam na prawo i rok byłam na prawie, tam odkryłam, że to nie to. Po tym roku zmieniłam studia na psychologię i wiedziałam, że to jest to, choć nie spodziewałam się, że będę pracowała akurat w szpitalu psychiatrycznym.

K.W.: Ostatnie pytanie: za czym najbardziej Pani tęskni?
M.K.: Myślę, że czasami brakuje mi tego, że kiedyś nie musiałam podejmować tylu ważnych decyzji, bardziej żyłam chwilą, myślę że czułam się bezpieczniej. Teraz wszystko jest w moich rękach, a czasem chciałabym, żeby ktoś podjął tę decyzję za mnie. Na pewno tego mi brakuje.

K.W.: Bardzo dziękuję za wywiad!


I jeszcze fotografie:

"wczoraj":



I "dziś" podczas warsztatów z klasą trzecią naszego gimnazjum:




 

niedziela, 12 maja 2013

Maj miesiącem zakochanych...

...a skoro tak - trochę o miłości. Klasa druga zastanawiała się nad tym, czy prawdziwa miłość to wyłącznie "motyle w brzuchu", czy raczej ciężka codzienna praca?
Oto, co na ten temat myśli Ania:


Miłość od zawsze fascynowała ludzi. Na ten temat powstało najwięcej dzieł literackich i poezji. Jednak dalej nie wiemy o niej prawie nic. Mówi się, że miłość jest ślepa, a jednocześnie nosi różowe okulary. Wiele osób wierzy, że miłości w ogóle nie ma. Chyba wszyscy marzymy o pięknej, romantycznej miłości, nawet jeśli w nią nie wierzymy. Wszystkie bajki dla dzieci kończą się radosnym, pięknym ślubem. A jak wygląda „I żyli długo i szczęśliwie”? Na pewno wymaga wiele pracy.
Oczywiście nie da się zbudować trwałego związku bez zaangażowania i pracy obu stron. Jednak to nie wystarcza. Choćbyśmy się nie wiem jak starali, nie uda nam się zbudować szczęśliwego i mocnego związku z osobą, do której nic nie czujemy.
Znam wiele par tak dobranych, że nawet po latach nie muszą wkładać zbyt wiele wysiłku w swój związek. Dlaczego? Są niesamowicie zgodni, mają podobne charaktery i poglądy, łączą ich wspólne pasje i marzenia, oraz są prawdziwymi przyjaciółmi. Jest im ze sobą tak dobrze, że w większości nigdy nawet nie pomyślą o rozwodzie. Prawdziwa miłość nie zawsze jest pracą. Jeśli ludzie naprawdę się kochają, nie muszą się starać, by utrzymać związek. Bycie razem jest dla nich tak oczywiste, jak oddychanie.
Są też pary, które żyją ze sobą od kilkunastu lat. Przez ten czas oboje walczą, by ratować ten związek. Aż pewnego dnia jedno z partnerów zakochuje się w kimś innym. I po prostu odchodzi, nie mówiąc słowa. Czemu? Czy po tylu latach nie powinni być bardziej związani? Czy można zaangażować się w związek aż tak, żeby nie zauważyć, że coś jest nie tak? Miłość od nienawiści dzieli tylko jeden krok.
Miłość, owszem, wymaga pracy, ale jest czymś znacznie większym. Pod wieloma względami miłość jest tajemnicą; przecież tak niewiele o niej wiemy. Miłość jest bliskością dwojga ludzi, przekonanych, że chcą spędzić ze sobą resztę życia. Ktoś kiedyś powiedział, że partnerzy „muszą być tak podobni, by rozumieć się bez słów, a jednocześnie tak różni, by się sobą nie znudzić”; tego nie osiągniemy dzięki pracy i zaangażowaniu. Miłość wymaga znacznie więcej niż dobrych chęci.


Drodzy gimnazjaliści, skąd Wy macie tyle mądrych myśli o miłości? ;)))

czwartek, 9 maja 2013

22 maja - Dzień Koszulki!

21 czerwca - Międzynarodowy Dzień Koszulki typu T-shirt. Brzmi śmiesznie? Być może. Mamy jednak nadzieję na dobrą zabawę: w gimnazjum i liceum PSPO obchodzimy to "święto" niecały miesiąc wcześniej - 22 maja. Zapraszamy!







wtorek, 7 maja 2013

Znowu trochę poezji...

Klasy pierwsze gimnazjum są po wyjeździe do Czarnolasu (relacja niebawem), ale jeszcze przed wyjazdem uczniowie odczuwali silne natchnienie a la Jan Kochanowski. Oto efekt ich fraszkowej twórczości:

Na nauczycieli

Nauczyciele, nauczyciele
czemu żądacie tak wiele?
Gdy my wieczorem prace domowe odrabiamy,
Wy oglądacie telewizyjne programy.


Na test gimnazjalny

 My się uczymy, my harujemy
więc na teście gimnazjalnym świetnie wypadniemy!


Z taką weną twórczą - na pewno!;)


niedziela, 5 maja 2013

Piękne hasła, piękne działania.

Dziś trochę na temat wolontariatu w Gimnazjum i Liceum im. Lotników Amerykańskich.


Nigdy nie jesteśmy na tyle biedni, aby nie stać nas było na udzielenie pomocy bliźniemu” (Mikołaj Gogol).

Szkolny wolontariat to jedno z najbardziej prężnie rozwiniętych działań, które na stałe wpisały się już w krajobraz imprez naszych szkół.

Do stałych akcji należą:
-kwestowanie w trakcie WOŚP
-zbieranie funduszy na Dom Dziecka w Pasymiu
-zbieranie funduszy na Szpital Dziecięcy w Dziekanowie Leśnym
-w okresie Świąt Bożego Narodzenia oraz Wielkanocy – odwiedzamy dzieci ze szpitala w Dziekanowie z podarkami, koncertem, przedstawieniem...


A oto relacja Annemarie Vanlangendonck z wizyty w szpitalu w Dziekanowie, która odbyła się około świąt Wielkanocnych:

Kolejny raz odwiedziliśmy dzieci w szpitalu w Dziekanowie Leśnym. Każdy miał swój strój, oczywiście o tematyce wielkanocnej, bo właśnie z tej okazji tam pojechaliśmy. Jeżdżę tam od trzech lat, ale za każdym razem jest to dla mnie duże przeżycie. Miejsce wydaję mi się magiczne, ponieważ jest tam tyle cierpienia i tyle bólu każdego dnia, a jednak wchodząc do sal każde dziecko widziałam uśmiechnięte. Tak bardzo się cieszę, że będąc tam tylko przez chwilę, mogliśmy tak poprawić im humory. Mogły chociaż na moment zapomnieć o tym, dlaczego tu są. Taki mały gest, a tak cieszy i jest tak bardzo potrzebny. 
Te dzieci są niesamowite. Tyle przeżyły, ale nadal cieszą się chwilą. Chyba właśnie o to chodzi, żeby nie zapominać o uśmiechu. Pomagajmy nawet najdrobniejszym gestem, a jestem pewna, że to do nas wróci. 
Jestem pełna podziwu dla lekarzy i pielęgniarek pracujących w szpitalu. Każdego dnia są przy maluchach i robią wszystko, żeby było im łatwiej, lepiej. Mam nadzieję, że nasza szkoła jeszcze przez wiele lat będzie się „opiekowała” tym miejscem. Dzieci z naszej podstawówki nadal będą robiły takie piękne upominki. A starsi uczniowie z gimnazjum i liceum będą przebierali się w urocze baranki i króliczki. W końcu dla nas to tak niewiele, przebrać się i ich obdarować, a dla nich to najpiękniejsze i największe marzenie. Mogą wspominać coś pozytywnego, a niestety dla niektórych to rzadkość. Jestem pewna, że PSPO jeszcze przez długi czas będzie się starało spełniać te marzenia.