niedziela, 29 września 2013

Z otchłani... jaskini.

Dziś przedstawiamy relację Antka Ryzaka z eksploracji Jaskini Mylnej:

 "Żeby dojść do jaskini, musieliśmy najpierw pokonać kilka kilometrów. Potem weszliśmy na czerwony szlak, który piął się mocno w górę. Gdy po kilkunastu minutach doszliśmy nim do wejścia jaskini, byliśmy już zmęczeni. Jednak przed jaskinią zrobiliśmy krótki postój, by dowiedzieć się, co nas w środku czeka, czego możemy się spodziewać i na co mamy szczególnie uważać. W czasie, w którym przewodnik wszystko opowiadał, większość z nas zdążyła już wypocząć. Włączyliśmy latarki i weszliśmy do jaskini.
Pierwsze 70 metrów szliśmy wyprostowani. Jednak później strop był coraz niżej i niżej. W końcu doszliśmy do miejsca, w którym trzeba było przejść na czworakach. Dało się słyszeć głosy niezadowolenia i ogólny lament. Potem wszyscy szliśmy zgięci w pół, nie licząc tylko jednej większej groty i szczeliny, która była wąska, lecz wystarczająco wysoka. Kilka razy trzeba było także zamoczyć sobie buty. Miejscami woda sięgała do kostek. W pewnym momencie musieliśmy wykonać całkiem spory skok na następny kamień. Jaskinię pokonaliśmy w niecałą godzinę.
Gdy wyszliśmy, poczuliśmy dumę i ulgę. Pozostawało tylko zejść po krętej ścieżce do głównej drogi. Na parking niektórzy wrócili bryczką, a inni tak samo jak wcześniej – przyszli".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz