środa, 30 kwietnia 2014

Młodzi dla Wolności!

W tym roku obchodzimy  25. rocznicę wolnych wyborów do Sejmu i Senatu. Z tej okazji MEN z Kancelarią Prezydenta RP organizują konkurs „2014! Młodzi dla Wolności”, w którym udział wzięli nasi uczniowie. Zadanie polegało na stworzeniu indywidualnych projektów plakatów. Oto nasze dzieła:












Dzień Hiszpański - wspomnienia!

Kacper z klasy 2A wspomina Dzień Hiszpański:

 11 kwietnia, w piątek, odbył się w naszej szkole wieczór hiszpański. Zanim udaliśmy się coś zjeść i potańczyć, rozgrywaliśmy mecz piłki nożnej. Następnie poszliśmy do sali konferencyjnej, gdzie mogliśmy nauczyć się podstaw tańca salsy. Gdy wszyscy byli już zmęczeni, udaliśmy się do sklepiku, w którym wszyscy uczniowie mogli napić się oraz zjeść najrozmaitsze hiszpańskie przystawki i wypieki. Na sam koniec wspólnie braliśmy udział w niszczeniu pinaty. Podczas całego wieczoru panowała miła atmosfera i było dużo zabawy.













niedziela, 27 kwietnia 2014

Ostatnie dni edycji wiosennej "Przyłapani Zaczytani".

Kochani! Przypominamy o naszym całorocznym konkursie fotograficznym "Cztery pory roku z książką". Właśnie trwa edycja wiosenna - do 12 maja czekamy na Wasze fotki w wiosennych okolicznościach przyrody z książką! Proponowane ujęcia:
- Ty i książka, i wiosna;
- wiosna i książka;
- książka, Ty i Twój ogród:),
- Ty na łące z książką w tle;
- książka z Tobą, z łąką w tle;))

Nie wspominając już o: Twoim psie z książką:)))


Zapraszamy! Bądźcie kreatywni!:))




czwartek, 24 kwietnia 2014

Rower to jest świat!

Za nami dzień emocji sportowych: dyscypliną trzecioklasistów było pisanie części matematyczno-przyrodniczej; dyscyplina reszty uczniów: ROWER!

Kawalkada wyruszyła około 11. Na czele peletonu: pan Janusz Mastalerz i pan Jacek Niedzielski, który pełnił jednocześnie rolę Naczelnego Serwisanta: wyspecjalizował się w naprawach spadających łańcuchów czy uszkodzonych hamulców:) - podobno żałował, że jest na rowerze, a nie na skuterze:) Naszą grupę zamykały panie: Kasia Kabzińska i Dorota Paprocka. Trasa dla średnio zaawansowanych, przepiękna widokowo;) Las Młociński, do Mostu Północnego, dalej na Kępę Potocką, gdzie odbył się półgodzinny popas; dalej przez Lasek Bielański z Zespołem Klasztornym Kamedułów na Bielanach (krótkie zwiedzanie) do Polany Parku Młocińskiego - a tam ognisko i kiełbaski!
Sezon rowerowy uznajemy za otwarty!:))





Wielkie pisanie, wielkie kibicowanie!

Nasi kochani trzecioklasiści są właśnie w samym środku egzaminacyjnej pisaniny, a my od wczoraj gorąco im kibicujemy. Zaraz po tym wysiłku czeka ich zasłużony wypad nad morze.


Reszta szkoły: spaceruje, jeździ na rowerach, robi zdjęcia, lepi w glinie albo przesiaduje przed neolitycznym szałasem:) Czekamy na relacje!





piątek, 18 kwietnia 2014

Wesołych i wiosennych!

Kochani, z okazji Świąt Wielkiej Nocy dyrekcja przekazuje Wam i Waszym bliskim serdeczne życzenia:

Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych
wypoczynku wśród bliskich,
czasu na poszukiwanie inspiracji i refleksję,
energii, jaką mają młode wiosenne listki,
a na kolejną część roku:
radości z dokonań swoich i innych!
Wszystkiego dobrego!

I. Okrasa




czwartek, 17 kwietnia 2014

Wspomnienia z Tygodnia Fantasy.

W marcu szaleliśmy podczas Tygodnia Fantasy. Działo się: w poniedziałek przechodziliście przez zaczarowaną szafę, by spotkać się z bohaterami z Narnii, czyli klasą 2A;) Było objadanie się "ptasim mleczkiem", był filmik pokazujący dalsze losy bohaterów książki, a także konkursy, w tym gra-podchody, w której wykazaliście się refleksem i wiedzą o lekturze.
Klasa 1A - w Światowy Dzień Czytania Tolkiena zaprosiła nas w świat Władcy. Po szkole biegały elfy, była też Galadriela i Gandalf, pojawił się na chwilę również Sauron, a sekretariat był jaskinią Smoka Smauga :)
Dzień Harrego Pottera przygotowała klasa 2B. Zaczął się on od wejścia na peron 9 i 3/4, podczas pierwszej przerwy słuchaliśmy jednej z "Baśni Barda Beedl'a", były czary, uczta w Hogsmead, a pokój nauczycielski zamienił się w  Ulicę Śmiertelnego Nokturnu... Dużo radości sprawił też napis na szkolnej apteczce: Skrzydełko Szpitalne (z książki pamietamy skrzydło szpitalne z panią Pomfrey:)).
Klasa 1B poszła w polskie klimaty- pojawił się "Wiedźmin" Andrzeja Sapkowskiego. Był wykład o świecie Wiedźmina w wykonaniu Janka W. i Julii T. i najlepsza w okolicy karczma. W Wiedźmina kapitalnie wcielił się Szymon Ż.
Ostatnim punktem była "Alicja w Krainie Czarów" w wykonaniu klasy 3A. Kapelusznik zaprosił na herbatę, było tez szukanie Królika i świetne stroje.
Znowu się działo!






















wtorek, 15 kwietnia 2014

Trochę literatury.

Przedstawiamy twórczość literacką  - opowiadanie Zuzi Maciaszek z klasy pierwszej.



Moja przygoda w Araluenie - o Emilce żądnej przygód.

Emilka ze zniechęceniem odłożyła na ziemię trzymany w ręce kij. Od dobrych dziesięciu minut próbowała za jego pomocą strącić z drzewa dorodne, zachęcająco czerwone jabłko, które sobie upatrzyła. Ale albo patyk był za krótki o te kilka denerwujących cali, albo drzewo za wysokie, bądź co bądź, musiała się pożegnać z perspektywą zjedzenia owocu. Westchnęła ciężko i usiadła na trawie. Znużonym wzrokiem spróbowała objąć ciągnącą się przed nią polną, piaszczystą ścieżkę. Była w drodze dopiero od trzech dni, ale podróż ta już zdążyła dać jej w kość. I to w zupełnie inny sposób niż Emilka się spodziewała.
Cztery dni temu dziewczyna zgłosiła się na radzie wioski, jako jedyny ochotnik, do zaniesienia na dwór królewski listu od mieszkańców, nawołujących króla do rozsądzenia sporu między nimi a sąsiednią wsią. Sednem konfliktu było to, że od lat osada Emilki (Weberysy) utrzymywała się z uprawy ziemniaków, ta druga natomiast z uprawy buraków. Teraz jednak sąsiedzi postanowili również sadzić kartofle, co oczywiście odebrałoby wiosce część zysków z ich sprzedaży, a przede wszystkim, jak zauważył sołtys Weberysów , było haniebnym zachowaniem i oznaką braku honoru. Podróż miała trwać około czternastu dni w jedną stronę i tyle samo z powrotem. Oczywiście na zamek o wiele szybciej można by się dostać przy pomocy konia, ale rodzina dziewczyny takowego nie posiadała. Jedyny koń we wsi należał do pewnego kupca, który dobitnie stwierdził, że wolałby przez kolejny rok rozdawać wszystkie towary za darmo, niż oddać swojego zwierzaka w ręce kobiety. Emilka zgodziła się więc podróżować pieszo. Prawda była taka, że zgodziłaby się na wszelkie niedogodności, byle tylko wybrać się na zamek. Nie, żeby szczególnie interesowała ją sprawa ziemniaków. Dziewczyna uważała ją za głupotę. Tak naprawdę chodziło jej o przygodę. Jako mała dziewczynka nasłuchała się tylu opowieści handlarzy, podróżników i poszukiwaczy przygód, że kompletnie zawładnęły one jej wyobraźnią. A trzeba przyznać, że historie te były niesamowite. Pełne krwiożerczych bestii, chytrych wiedźm, magicznych mieczy, gadających drzew i międzynarodowych szpiegów. Przepełnione rzucanymi na wszystkie strony zaklęciami, fontannami krwi oraz śmiertelnymi (choć nie do końca) ranami. Po wysłuchaniu zatrważającej ilości tego typu relacji, Emilka wyruszając z domu po śniadaniu, spodziewała się, że już przed kolacją pokona swojego pierwszego smoka. Tymczasem tak się nie stało.
Plask! Emilka wyrwała się z retrospekcji i podczas próby przegonienia komara zachłannie wysysającego z niej krew, uderzyła się w nogę. Jęknęła. No właśnie, jedynymi krwiożerczymi bestiami, które do tej pory spotkała, były te piekielne komary. A one (choć denerwujące) nie mogły się równać z uskrzydlonymi, ziejącymi ogniem gadami. Wyjęła z kieszeni kawałek pergaminu, sięgnęła do tobołka po pióro i buteleczkę atramentu, po czym krzywym, niewyrobionym pismem zapisała:
Droga do sławy:
1.Znaleźć smoka.
2.Pokonać smoka.
3.Przekonać minstreli do napisania o mnie pieśni.
***
Zachodziło słońce. Na horyzoncie Emilka widziała światła osady. Miała już serdecznie dość spania pod gołym niebem na mokrym mchu lub kłujących igłach. Chciała wreszcie znaleźć się w ciepłej gospodzie i przespać w wygodnym łóżku. Poprawiła więc tobołek i ruszyła szybkim krokiem w kierunku miasteczka.
Osadę trudno było nazwać miasteczkiem z prawdziwego zdarzenia. Sprowadzała się właściwie do kilkunastu chałup, stajni i jakiejś niewielkiej gospody, ustawionych wzdłuż czegoś, co mogłoby przypominać ulicę, gdyby ktoś okazał dużo chęci i zaangażowania. Jednak na dziewczynie wychowanej w jednej z najmniejszych wsi w całym królestwie, zrobiła piorunujące wrażenie miejsca wrogiego i niebezpiecznego. Wrażenie to spotęgował tylko fakt, że kiedy stała zaskoczona i zagubiona na prowizorycznym rynku, wśród targujących i sprzeczających się ze sobą ludźmi, ktoś ukradł jej sakiewkę z pieniędzmi. „Takie rzeczy nie powinny się przydarzać prawdziwej bohaterce”- pomyślała. Nie chciała być przedstawiana jako „waleczna Emilka, której kieszonkowiec zwinął cały majątek.” Z pewnością stałaby się obiektem kpin wśród innych bohaterów. Postanowiła więc nikomu o tym nie mówić. To jednak przysparzało problemów. Gdzie będzie spała? W końcu nie dadzą jej pokoju w gospodzie za darmo. Co będzie jadła? Mimo bujnej wyobraźni, jakoś nie wyobrażała sobie polowania na jelenie z drewnianym mieczem. Chciała zastanowić się dokładnie, co robić ale uznała, że pewnie nieco przyjemniejsze będzie to w ciepłej tawernie, niż na zimnym, opustoszałym rynku.
Karczma „Wściekły dzik” składała się z jednej, zatłoczonej jak zwykle wieczorami sali oraz niewielkiej kuchni, służącej również do rozmów podejrzanych mężczyzn „w cztery oczy”. A właściwie nie tyle „podejrzanych” (praktycznie wszyscy goście byli mniej lub bardzie podejrzani) co „bogatych” i nie „w cztery oczy” tylko „ w cztery oczy plus mój ochroniarz, gdyby ten drań chciał mnie oszukać.” Delikatnie mówiąc „Wściekły dzik” nie cieszył się w okolicy dobrą sławą. Zatłoczony, zadymiony, przesiąknięty zapachem piwa, zdawał się być świetnym miejscem by kogoś zabić, okraść, zdradzić albo przynajmniej okłamać. (Kilka lat wcześniej, stojący przed sądem oskarżony przyznał się do przebywania w nim w noc zbrodni, co sędzia uznał za okoliczności łagodzące. Jego masowe morderstwo nazwane zostało zbrodnią w afekcie. Oskarżony wyszedł ze sprawy cało i, jak głosiła plotka, otworzył sklep z kapeluszami.) Ale Emilka o tym nie wiedziała.
-Zamawia panienka coś, czy tylko będzie się tak gapić?- warknął jednooki Robbie, barman „Wściekłego dzika”.
-Nie, dziękuję - odparła Emilka, starając się nie zwracać uwagi na wyraźną wrogość w jego głosie.- Na razie wolę się pogapić.
Robbie westchnął - to miejsce nie było już takie jak wtedy, gdy przejmował ten biznes. Od zeszłego wtorku odbyły się tu dwa morderstwa i trzy awantury z użyciem broni białej. Jakby ludzie nie mogli zwyczajnie pić. Ci od razu muszą urządzać mordobicie. Albo jeszcze gorzej. Siedzieć jak ta mała przy stole, i gapić się w ścianę.
-Czemu się na mnie patrzysz - zapytała Emilka stojącego przy ścianie młodego człowieka, który od kilku minut intensywnie się w nią wpatrywał.
-Zastanawiam się co tu robisz. Nie jesteś tutejsza, prawda? - odparł, przysiadając się do jej stolika.
-Nie, przyjechałam przeżyć przygodę.
-Tutaj? - spytał chłopak ze śmiechem. Zdawało się, że ta wizja go rozbawiła. - Przygodę może spotkasz, wątpię tylko, żebyś ją przeżyła. Może nie zauważyłaś, ale tu nie jest zbyt bezpiecznie.
-Co ty, nie szukam przygody TUTAJ, szukam jej…tak ogólnie - wyjaśniła- Kiedyś pokonam smoka.
-Ooo…- powiedział unosząc brwi -To czemu nic nie zamawiasz? - zreflektował się - Tacy hmm… poszukiwacze przygód jak ty, z reguły przychodzą tu, żeby się czegoś napić.
-Ja…Nie mam ochoty - wyjąkała. Wiedziała, że ten chłopak podchodzi z dużą rezerwą do jej opowieści o poszukiwaniu przygód, nie chciała więc mówić mu o kradzieży i sprawić by jeszcze bardziej zwątpił w jej umiejętności.
Młodzieniec zacmokał współczująco.
-Niech zgadnę, okradli cię - spytał, nie zwracając uwagi na zaskoczoną minę Emilki - Nie pytaj mnie, skąd to wiem - odpowiedział na nie zadane pytanie - Takie rzeczy się tu ciągle zdarzają. Jedynym powodem, dla którego złodziejom nie są odcinane ręce, jest to, że stracilibyśmy przez rok połowę rzemieślników. Pensja kowala nie jest zbyt wysoka…Ale wróćmy do tematu naszej rozmowy. Co zamierzasz z tym zrobić?
-Jeszcze nie wiem. Chciałam posiedzieć i o tym pomyśleć…
-Moja droga, myślenie jeszcze nikomu nic nie dało. Trzeba działać. A tak się składa, że - ściszył głos co i tak nie miało sensu, bo w tawernie było tak głośno, że nikt nie mógł usłyszeć ich rozmowy.- Jest pewien sposób - zamilkł, starając się zbudować odpowiednie napięcie.
-Noo…? - mruknęła Emilka zachęcająco.
-Musisz iść do wiedźmy.
-Wiedźmy?! - krzyknęła dziewczyna, po czym zauważając spojrzenia stojących dookoła ludzi, dodała ciszej - Wiedźmy? Złej, przebiegłej czarownicy?
-No, nie przesadzajmy. Pewnie nie jest taka zła. Właściwie to nigdy nie widziałem, żeby czarowała. Ale baba jest chytra. Wszystko widzi. Kidy jest gdzieś blisko dzieją się dziwne rzeczy. Ogólnie jest dziwna. Już kilkadziesiąt razy próbowali ją spalić na stosie.
-A co w tym takiego dziwnego? -spytała Emilka zduszonym głosem.
-To, że jeszcze nigdy nie spłonęła.
Kilka minut później Emilia z duszą na ramieniu zmierzała do domu wiedźmy. Fakt, że jej znajomy nigdy nie przyłapał kobiety na uprawianiu magii wcale jej nie uspokajał. W końcu jaka byłaby z niej czarownica, gdyby pozwalała wszystkim oglądać czary? Dobra wiedźma powinna trzymać ludzi na dystans, to było dla Emilki absolutnie pewne…
-KTO ŚMIE WAŁĘSAĆ SIĘ PO MOIM TERENIE?!
…aż do momentu, w którym całe życie przeleciało jej przed oczami. I w którym to uznała, że czarownice w ogóle nie powinny mieć kontaktu z ludźmi, a ich miejsce jest, jeśli nie na stosie, to przynajmniej na środku pustyni lub na bezludnej wyspie. Powoli…odwróciła… się… i ujrzała przed sobą niewysoką, starszą kobietę, prześwietlającą ją na wskroś spojrzeniem. Przełknęła ślinę i zduszonym głosem powiedziała:
-Ja…nazywam się Emilka. Pani jest wiedźmą, prawda?
Kobieta wydała odgłos pośredni między zduszonym, ironicznym śmiechem i westchnięciem, co Emilka uznała za odpowiedź twierdzącą.
-Przyszłam tu, bo zgubiłam, znaczy…ktoś ukradł mi wszystkie pieniądze i pomyślałam, że mogłaby mi pani pomóc, oczywiście jeżeli wcześniej mnie pani nie zabije - dziewczyna wypowiedziała te słowa z taka prędkością jakby chciała szybko mieć to za sobą.
-Dobry Boże, dziewczyno, nie zamierzam cię zabijać! - wykrzyknęła kobieta.
-Nie? - spytała Emilka, nieco zaskoczona. - Ale na pewno? - dodała po chwili milczenia. -Nie da mi pani zatrutego jabłka albo bakłażana? Nie wyjmie mi pani kości na zewnątrz ciała? Nie zamieni w ślimaka?
-To naprawdę irytujące - mruknęła czarownica z dużym naciskiem na słowo „naprawdę”- że ludzie posługują się tymi krzywdzącymi stereotypami! Wszyscy wyobrażają sobie, że jesteśmy jakimiś piekielnymi wariatkami-morderczyniami. To doprawdy przesada…To, że ta przeklęta Genowefa dała tej małej zatruty owoc, nie oznacza, że wszystkie takie jesteśmy. Ludzie myślą, że nie mamy niczego do roboty oprócz trucia młodych księżniczek!
-Taaak - odparła dziewczyna, starając się nadać swojemu głosowi uspokajający ton - jestem pewna, że to bardzo krzywdzące. Ale mogłaby mi pani pomóc w sprawie pieniędzy?
-Ach…tak, oczywiście - powiedziała wiedźma, najwyraźniej nieco udobruchana - chodźmy do mojego domu, tam mi wszystko wyjaśnisz.
Emilka i czarownica szły leśną ścieżką w kierunku chatki wiedźmy. Od kilku minut żadna z nich się nie odezwała a Emilia nieco uspokojona brakiem dotychczasowych ataków na jej życie, pomyślała, że w dobrym tonie byłoby przerwać to milczenie.
-A tak właściwie…Nie boi się pani, że mieszkańcy miasteczka kiedyś spalą panią na stosie?
Kobieta roześmiała się tak głośno, że wystraszyła tym kilka ptaków radośnie chlupiących się w kałuży.
-Może i bym się bała, gdyby chcieli mnie spalić jacyś inni ludzie, ale…nie ma co owijać w bawełnę - tu mieszkają sami idioci.
Emilka przystanęła, zaskoczona taką szczerością.
-To chyba niezbyt przyjemne być otoczoną przez pełnych nienawiści idiotów - zauważyła.
-Och nie, to cudowne! - odparła bez skrępowania wiedźma
-Dlaczego?
-Zaraz ci to wszystko wyjaśnię, teraz wejdźmy do środka.
Czarownica mieszkała w tym domu od niepamiętnych czasów. Nikt nie pamiętał, kiedy się tu wprowadziła, traktowano więc jej obecność jako rzecz oczywistą, choć denerwującą. Dom zdawał się jakby stworzony dla wiedźmy. Nie był co prawda z piernika, nie stał też na kurzej nodze, jednak coś w jego ciemnych dachówkach i niskim stropie sugerowało obecność czegoś tajemniczego. Jego właścicielka wprowadziła Emilkę do środka, podsunęła jej do siedzenia zniszczony fotel a sama zajęła się rozpalaniem ognia.
-Widzisz - zaczęła tak, jakby w ogóle nie przerywały rozmowy - ci ludzie są jak owce. Wierzą we wszystko co im się powie i wszystko muszą robić razem.
Emilce przeszło przez głowę, że wiedźma nie ma chyba zbyt dużej wiedzy na temat owiec, ale wolała tego nie komentować.
-Można im wmówić dosłownie wszystko - ciągnęła czarownica. - Wystarczy, że przybierzesz wystarczająco poważną minę, a uwierzą ci, że umiesz czarować. Te barany już 58 razy próbowały mnie zaciągnąć na stos. Za pierwszym razem grzecznie odmówiłam, a w promieniu 30 mil rozniosła się plotka, że potraktowałam prześladowców piorunem i uciekłam na miotle. Ja nawet nie mam miotły! Chociaż trzeba przyznać, kretyni są uparci. Żeby marnować tyle czasu na biedną staruszkę, która zwyczajnie nie ma ochoty żegnać się z życiem! Boją się nawet zaciągnąć mnie siłą, tchórze jedne. Więc jeśli pytasz mnie, co zrobię, jeśli znowu będą chcieli mnie spalić, odpowiem ci: to co zwykle - nie przyjdę!
Do Emilki dopiero po chwili dotarł sens tych słów. Czuła się, jakby ktoś ją spoliczkował.
-To pani…Pani nie jest niepalna?
-Dziecinko, ja nawet ognia bez zapałek nie umiem rozpalić. Zaklęcie niepalności to wyższy poziom umiejętności. Nigdy nie szkoliłam się na czarownicę.
-Ale pani mówiła, że mi pomoże! Że odnajdzie pani moje pieniądze! To…to nie fair tak oszukiwać ludzi!
-JA niczego takiego nie powiedziałam. To TY wymyśliłaś sobie, że jestem nie wiadomo jaką wiedźmą. Zresztą nic w tym dziwnego. Wszyscy w mieście tak myślą.
-Więc nie mogę liczyć na jakąkolwiek pomoc od pani?
-Mogę ci powróżyć z rąk. Albo rozłożyć tarota.
-To głupie! Co mi to da?! - wykrzyknęła wzburzona.
-Nic, ale przynajmniej będziesz miała satysfakcję.

***
Padało, odkąd Emilka (z trzaskiem drzwi) opuściła wiedźmę. Przejście trzech dni w deszczu, nie jest rzeczą przyjemną, ale jest to niczym trzepot skrzydeł motyla wobec huraganu, w porównaniu z przejściem trzech dni w deszczu, odżywiając się głównie rozmiękłymi jagodami, nie mogąc się pozbyć wrażenia, że zostało się przeklętym. Ostatnie noce dziewczyna spędziła bojąc się każdego cienia, każdego szelestu w krzakach i każdego ruchu na niebie. Kiedy wreszcie dobiegła do kolejnego punktu swojej podróży, marzyła tylko o tym, by położyć się pod ciepłą pierzyną, przy kominku i nie wstawać do końca świata. Nie miała jednak takiej możliwości.
Miejscowość, do której przybyła, przez wielu nazywana była perłą królestwa. Nie ma w tym zresztą niczego dziwnego. Agewelez - ostoja artystów, raj dla elity intelektualnej kraju, miejsce niekończących się zabaw i balów - potrafiło ująć za serce każdego. Emilka pewnie również zachwyciłaby się nim, gdyby nie fakt, że była zmarznięta, głodna, niewyspana i zagubiona. Zagubiona była przede wszystkim dlatego, że nie planowała dostać się do Agewelez i nie miała pojęcia jak się tam znalazła. Była jednak zbyt zmęczona, by myśleć, położyła się więc przy najbliższej fontannie (nie dbając nawet o to by zapewnić sobie jakąś poduszkę) i zasnęła.
Jej sen (być może z powodu głodu i niewyspania) był niesamowity. Śniła bowiem, że znajduje się na dworze królewskim, w sali tronowej. Przed nią, na tronie rzeźbionym w jednookie jaszczurki siedział monarcha, cały we łzach.
- Agnieszko! - krzyknął do niej. - Jak śmiesz przychodzić tu do mnie i przynosić mi wiedźmę na spalenie! Nie widzisz, że nie ma na to czasu? - załkał, po czym ukrył twarz w dłoniach.
Emilka rozejrzała się wokoło - nie zauważyła nikogo oprócz niej i jej rozmówcy. Podeszła do króla i poklepała go po ramieniu, nie zwracając uwagi na to, jak bardzo niestosowne jest klepanie monarchy.
-Co się stało, Panie? - spytała
Król podniósł głowę i ściszonym głosem powiedział:
-Chodź, wszystko ci zaraz pokażę. Ale cii… Nikomu o tym nie mów. A szczególnie szpiegom, nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że nie można im ufać.
Wstał i pociągnął ją za rękę w stronę złotych drzwi na drugim końcu sali. Otworzył je i nonszalancko wypchnął przez nie Emilkę, samemu przechodząc spokojnie za nią.
Znaleźli się w lesie. Dziewczyna ujrzała, że król znalazł gdzieś hełm ozdobiony literami układającymi się w napis „Wojna wojną, ale kura koguta nie pokona” i założył go na głowę, ale nie miała nawet czasu, żeby się nad tym zastanowić, ponieważ zachowanie władcy stawało się coraz dziwniejsze. Najpierw zadrżał całym ciałem a potem upadł na kolana, poruszając bezgłośnie ustami. W tej samej chwili rozległ się przerażający, ogłuszający wręcz ryk, a drzewa zatrzęsły się.
-To oooon! - zawył nagle król. -To on! Już po nas!
Emilka chwyciła go za hełm i pociągnęła w stronę ogromnego drzewa za ich plecami.
- Kto to, Wasza Królewska Mość? -zapytała z lękiem.
-To on! - odpowiedział drżącym głosem monarcha - TO SMOK!
-Smok? - powtórzyła głucho.
-Ta-ak - władca jednocześnie wypowiedział te słowa i westchnął, zabrzmiało to więc nieco dziwnie. -Widzisz, myślę, że już pora przestać to ukrywać. Nasz kraj jest zadłużony. Skandyjczycy nas nienawidzą, eksport buraków upada i…i żeby nas zmusić do oddania pieniędzy, nasłali na nas smoka.
Emilka rozejrzała się. Prawda była taka, że jakkolwiek usilnie się starała, nie mogła go dostrzec. Była gotowa posądzić króla o szaleństwo (co nie jest raczej zgodne z dworską etykietą), gdy go ujrzała. A raczej, gdy uświadomiła sobie jego istnienie. Zrozumienie spłynęło na nią, jak wiadro zamrożonej wody (szybko, boleśnie i z dużym impetem) gdy pojęła, że…smok jest wszędzie. Las to jego łapa, tamto jeziorko to przeszywająco-błękitne oko, majacząca na horyzoncie góra jest uchem. Uderzyło ją to tak, że aż…
Obudziła się. A właściwie została obudzona. Ze snu, jak się po chwili okazało, wyrwał ją przeszywający pisk, który udało jej się zidentyfikować jako ludzki głos. Należał on do jasnowłosego młodzieńca, przechadzającego się po ulicy z harfą w ręku, na przedzie kilku podobnych mu osobników. Kilka sekund później, w czasie których Emilka zdążyła zrozumieć, że chłopak nie wyje z bólu lub żalu, lecz podejmuje dość nieudolne próby śpiewu, dziwny orszak podszedł do niej.
-Witaj panienko - przywitał ją niezbyt przyjemnym dla ucha falsetem blondyn z harfą - Nie za wcześnie na spacerowanie? Dopiero świta.
-Nie spacerowałam - burknęła Emilka, dość zdenerwowana tak nagłym końcem snu - spałam. Tak, tutaj - warknęła, widząc zdziwione spojrzenia młodzieńców.
Zapadła cisza. Nawet długowłosy flecista, stojący na końcu orszaku, przestał grać. Dziewczyna pomyślała, że może nie zachowała się zbyt taktownie, postanowiła więc szybko naprawić swój błąd.
- Kim wy jesteście?- zapytała tak uprzejmie, jak tylko umiała.
-My panienko - odezwał się jasnowłosy harfiarz, który najwyraźniej zawsze mówił za resztę - jesteśmy minstrelami.
-Naprawdę? - spytała Emilka, nagle nabierając energii, zobaczyła bowiem w tym swoją szansę na zdobycie sławy. - Więc gracie, śpiewacie i piszecie pieśni…?Pieśni pochwalne?
-Zdarza się i tak. Powiem, że uzyskaliśmy już pewną popularność. Gramy na zabawach, weselach. A wczoraj zaprosili nas nawet na pogrzeb - odparł blondyn z dumą.
-Ach tak? - zagadnęła dziewczyna, udając uprzejme zainteresowanie. -To…zdaje się, że to wspaniale. W każdym razie… Widzicie, ja jestem poszukiwaczką przygód - zaczęła, starając wybadać grunt, na którym stała.
Muzycy nie wyglądali co prawda na szczególnie bystrych, ale przekonanie ich, że jest się bohaterką, mogło okazać się niełatwe. Spojrzała po ich twarzach. Wszyscy (oprócz harfiarza, który wpatrywał się w nią uporczywie z szeroko otwartymi oczami) byli całkowicie zajęci grą i przekrzykiwaniem się nawzajem i zupełnie nie zwracali na nią uwagi. Skierowała więc swoje słowa do jedynej osoby, która zdawała się nie utracić jeszcze kontaktu z rzeczywistością.
-I tak się składa, że bohaterowie zawsze mają jakąś pieśń na swoją cześć, żeby…- Emilka zaczęła się intensywnie zastanawiać, do czego właściwie służy pieśń pochwalna - żeby śpiewać ją w gospodzie, albo powiesić jej tekst, obramowany w ładną ramkę, nad kominkiem. No wiesz, tego typu rzeczy.
Chłopak dalej wpatrywał się w nią jak w obraz.
-I myślę, że byłoby dobrze, gdybyście napisali dla mnie coś takiego - wypaliła, czując jak cała się rumieni.
-Myślę, że dałoby się to zrobić- odparł spokojnie, ważąc każde słowo - Jak ci na imię?
-Emilia.
-Ta-ak - powiedział, wpatrując się w jakiś punkt ponad jej ramieniem. -A czego dokonałaś?
-Hmm, no…ueszcznczg…- mruknęła, utkwiwszy wzrok w swoich butach. Jej rozmówca spojrzał na nią z zainteresowaniem. -Jeszcze niczego nie dokonałam. Ale dokonam - dodała wojowniczo - zobaczysz! Pokonam smoka i będę znana na cały świat!
-Ta-ak-powtórzył chłopak - A…Masz może jakiś niezwykły przedmiot? Miecz podarowany przez Panią Jeziora, pierścień władzy? Coś w ten deseń?
-Nie - przyznała całkowicie szczerze Emilka - Da się coś z tego ułożyć? - zapytała z nadzieją po chwili milczenia.
-Myślę, że tak- odparł roztargnionym głosem - Nie posiadasz konia, prawda?
Mina dziewczyny mówiła sama za siebie.
Kilka minut później Emilka i harfiarz (o imieniu David) siedzieli przy fontannie i dyskutowali o treści pieśni. Dawid musiał przyznać, że napisanie pieśni przedstawiającej jako bohatera kogoś, kto z bohaterstwem i przygodą ma tyle wspólnego, co przeciętna wiewiórka, nie jest łatwe. Nie zamierzał się jednak poddać.
-A co powiesz na to: „Dzielna Emilia z Araluenu, jedzie…” nie, czekaj „biegnie by pomóc królestwu swemu…”
-Może być - mruknęła Emilka z aprobatą - Ale myślę, że powinno być tam coś o smoku. Albo kilku.
-Dobra, dobra, postaram się coś wymyślić.
***
Zachodzi słońce. Piaszczystą drogą, w stronę południa idzie młoda dziewczyna, z drewnianym mieczem u boku. Cichym, pogodnym głosem śpiewa pieśń, której słowa, uważny obserwator może bez większego trudu zrozumieć:
„Dzielna Emilia z Araluenu - debi, debi, tralala
Biegnie, by pomóc królestwu swemu - debi, debi, tralala
W walce z tym gadem, ohydnym smokiem - debi, debi tralala
Który stolicą zawładnął zmrokiem - debi, debi, din, din…”
Koniec

niedziela, 13 kwietnia 2014

"Zabawki w fizyce" - głosowanie na nasz projekt - tylko do wtorku!

Przypominamy o głosowaniu na nasz projekt "Zabawki w fizyce" - jest naprawdę najlepszy!:))

Jak głosować??
Do wtorku, 15 kwietnia wchodzimy codziennie na poniższą stronę i oddajemy jeden głos dziennie (projekt nr 56):

 http://www.nowaera.pl/component/projektzklasa4/projekty/pokaz/99.html



piątek, 11 kwietnia 2014

Pożegnanie gości z Niemiec.

Z opóźnieniem, ale wreszcie jest: krótka relacja z ostatnich momentów naszych niemieckich kolegów w Polsce. Była niespodzianka... Nasi goście nie spodziewali się, że ktoś tak płomiennie będzie żegnał ich na lotnisku:) Tym razem relacja pani Grażyny Kozińskiej:

Na lotnisko przyjechaliśmy o 6.30, a Ania, Kostka, Marianna, Antek i Patryk byli 10 minut po nas. Trochę się niepokoiliśmy, bo Niemcy spóźniali się, ale w końcu dzieciaki zobaczyły czerwony bus i z krzykiem wybiegły z hali. Niemcy w busie na widok naszych zaczęli krzyczeć z radości (Nora, która jest bardzo delikatna powiedziała, że o mało nie ogłuchła), zrobił się lekki zator, ponieważ kierowca wystawił bagaże, na które nikt, ale to nikt, nie zwrócił uwagi, więc: bagaże stały sobie na środku ulicy, za nimi sznur samochodów, a nasze dzieciaki wpadały z jednych objęć w drugie, piszcząc przy tym przeraźliwie:)))) W końcu udało nam się zgarnąć całe towarzystwo razem z bagażami do środka i wszystko zaczęło się od nowa tyle tylko, że teraz oprócz śmiechu były też i łzy. Oczywiście wszyscy chcieli mieć zdjęcia więc zatrudnili panią dyrektor w charakterze fotografa. Komórki leżały rzędem na ławce, a ona po kolei robiła nimi to samo zdjęcie. W końcu trzeba było się rozstać, przysięgając sobie dozgonną przyjaźń.
 Do zobaczenia jesienią!


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wymiana polsko-niemiecka za nami!


Na podsumowanie naszej wymiany publikujemy serię relacji. Najpierw w języku polskim - autorami są Antek Ryzak i Damian Kowalczyk:
29.03.2014 – Spotkanie w Krakowie (sobota)
Naszą podróż rozpoczęliśmy na dworcu centralnym w Warszawie. Nasz pociąg odjechał z peronu o godzinie 6:00. Podróż minęła bez przeszkód, na miejscu byliśmy już ok. 9:40. Z kolegami z Niemiec spotkaliśmy się pierwszy raz w samo południe. Wszyscy byliśmy tak głodni, że poszliśmy coś zjeść, a następnie wyruszyliśmy na zwiedzanie Krakowa. Zaczczęliśmy od Bramy Floriańskiej, przeszliśmy pod Bazylikę Mariacką, okrążyliśmy rynek Starego Miasta, zobaczyliśmy najstarszą część Uniwersytetu Jagiellońskiego, by pod koniec udać się na Wawel. Po zakończeniu zwiedzania mieliśmy czas na integrację podczas czasu wolnego. Wszyscy razem poszliśmy na kolację i spędziliśmy miło czas. Późnym wieczorem wróciliśmy do naszego hotelu i ustaliliśmy, kto idzie na nocne zwiedzanie miasta.

30.03.2014 – Wieliczka i nie tylko… (niedziela)
Z rana wyruszyliśmy na zwiedzanie Wieliczki. Najpierw zeszliśmy na poziom I. Po pokonaniu długich schodów naszym oczom ukazała się pierwsza sala kopalni. Podczas zwiedzania Żupy solnej zobaczyliśmy m.in. piękne pomieszczenia oraz korytarze, byliśmy też w podziemnym kościele, restauracji i punkcie widokowym. Z pełnymi brzuchami wróciliśmy busem do Krakowa, by wspólnie spędzić czas. O 18:00 spotkaliśmy się ponownie w hotelu, by wziąć nasze bagaże i udać się na stację. Godzinę później jechaliśmy już w stronę Warszawy. Do stolicy dotarliśmy o godzinie 23:00 i zmęczeni, lecz zadowoleni ze zwiedzania, udaliśmy się do domów.

31.03.2014 – Pierwsza wspólna wycieczka po Warszawie (poniedziałek)
Po spotkaniu się w szkole odbyło się uroczyste podpisanie porozumienia o współpracy między naszymi szkołami. Później pojechaliśmy pokazać naszym gościom Łazienki Królewskie. Po dotarciu komunikacją na miejsce, rozpoczęliśmy zwiedzanie od karmienia wiewiórek oraz podziwiana pięknych pawi. Następnie grupa niemiecka weszła do Pałacu, aby go zwiedzić. W tym samym czasie reszta uczestników udała się na karmienie zwierząt i podziwianie natury. Po zakończonej wizycie w Pałacu, poszliśmy do pobliskiej kawiarni na lody i gofry. Później spędziliśmy trochę czasu pod pomnikiem Chopina i wróciliśmy z powrotem do szkoły na obiad. Po obiedzie rozpoczęliśmy zajęcia artystyczne w plenerze pod opieką Pana Romanowskiego. O godzinie 17:00 zaczęliśmy wspólne grillowanie, a cała impreza zakończyła się dwie godziny później.
01.04.2014 – Następny przystanek – Stare miasto „The Old Town”
(wtorek)
Tego dnia na pierwszej lekcji Pani Dyrektor zorganizowała warsztaty artystyczne. Dowiedzieliśmy się, jak robić zdjęcia, które będą się lepiej prezentowały. Zaraz potem udaliśmy się na spacer Nowym Światem w kierunku Starego Miasta. Podczas przechadzki mieliśmy okazję dowiedzieć się wiele o otaczających nas budynkach i znanych ludziach z nimi związanych. Wszystkiego dowiedzieliśmy się dzięki informacjom przekazywanym  przez Mateusza Kowalskiego oraz Panią Elżbietę Kocerkę. Niemieckim kolegom tłumaczył wszystko Antoni Ryzak. By się posilić, poszliśmy do bardzo przytulnego baru mlecznego „Pad Barbakanem”. Następnie rozdzieliliśmy się na dwie grupy, aby przeprowadzić ankietę wśród mieszkańców Warszawy dotyczącą życia i zwyczajów panujących w Niemczech. O godzinie 17:00 byliśmy umówieni pod centrum Kopernika, lecz wcześniej odwiedziliśmy jeszcze Stadion Narodowy i PKiN w Warszawie.
02.04.2014 – Muzeum Powstania Warszawskiego i zakupy w Arkadii (środa)
Tego dnia znowu mieliśmy okazję na bliskie spotkanie z historią, ponieważ z samego rana udaliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego, aby wraz z przewodnikiem je zwiedzić i przybliżyć sobie dzieje Warszawy podczas II wojny Światowej. Muzeum wszystkim bardzo się podobało, naszą ulubioną częścią był krótki spacer po imitacji wojennych kanałów, w których mogliśmy poczuć się jak prawdziwi powstańcy. Po zakończonym zwiedzaniu pojechaliśmy tramwajem pokazać nasze największe centrum handlowe, jakim jest Arkadia, w którym mogliśmy wspólnie zrobić małe zakupy. Po powrocie do szkoły ok. godziny 16:00, rozpoczęliśmy wieczór filmowy, podczas którego obejrzeliśmy takie filmy jak „Wałęsa. Człowiek z nadziei” oraz „Good bye Lenin”
03.04.2014 – Dzień w szkole (czwartek)
Nasi goście na pierwszej godzinie lekcyjnej uczestniczyli w lekcji matematyki po angielsku z Panią Agnieszką Bicz oraz angielskiego z Panem Romualdem Kuflem. W następnych godzinach przygotowaliśmy plakaty i robiliśmy podsumowania ankiet przeprowadzonych we wtorek. Rano wspólnie braliśmy też udział w quizie zorganizowanym przez nasze panie od języka niemieckiego czyli Panią Katarzynę Kuc i Katarzynę Piątkowską, w którym mogliśmy sprawdzić swoją wiedzę o tradycjach, sporcie czy nawet o jedzeniu naszych sąsiadów. Po obiedzie, który spożyliśmy jak zawsze w szkole czyli o godzinie 12:25, pojechaliśmy z naszymi gośćmi na ostanie zakupy w centrum handlowym. O godzinie 19:00 spotkaliśmy się wszyscy w szkole na pożegnalnej dyskotece i karaoke.

Relacja w języku niemieckim - Theresa Barkey i Michelle Schmitz:


Dienstag, 01.04.2014
Die Halbzeit war rum, drei Tage hatten wir schon geschafft und es war immer noch total aufregend, doch auch sehr anstrengend und wir waren alle so müde und nutzten jede Gelegenheit eine Pause zumachen. Doch trotzdem war es immer noch interessant alles in Warschau kennen zu lernen.
Der Dienstag begann sehr ruhig, eine polnische Lehrerin machte mit uns einen Anfängerkurs über das Fotografieren. Sie zeigte uns verschieden Techniken und gab uns verschiedene Tipps und Tricks, um unsere Bilder perfekt zumachen, ich fand das sehr hilfreich und auch sehr interessant.
Dann ging die richtige Reise des Tages los, wir fuhren mit Bus und Bahn in die Altstadt von Warschau und machten einen Rundgang über das Warschau heute und das Warschau damals. Eine polnische Lehrerin leitete diesen Rundgang und gab uns zu verschiedenen Gebäuden, Kirchen, Staturen oder Straßen Informationen, die ein Schüler dann in Englisch für uns übersetzte. Es war sehr interessant und die Altstadt ist wirklich sehr schön in Warschau.
Nach der Führung hatten wir ein Mittagessen in der „Bar mleczny“. Danach hatten wir Freizeit, doch eins mussten wir vorher noch erledigen, wir mussten eine Umfrage über deutsche Stereotypen durchführen. Jede Gruppe musste drei junge Personen und drei ältere Personen befragen. Nach dem wir das erledigt hatten und nun unsere Freizeit genießen konnten, teilte sich die Gruppe in zwei Hälften. Die erste Gruppe besichtigte das National Stadium und die zweite besuchte einen Park in der nähe der Altstadt um ein bisschen die Füße zu entspannen und sich besser kennen zu lernen.
Nach ein wenig Freizeit machten wir uns auf den Weg zum Wissenschaftszentrum Kopernikus. Dor schauten wir uns einen 3D Film über die Geschichte des Fliegens an. Das war sehr interessant. Doch manchmal sehr schwer zu verstehen, da der Audioguide englisch sprach.
Nach diesem anstrengenden Tag und den anderen davor, beschlossen einige nach Hause zu gehen und Zeit mit den Gastfamilien zu verbringen, um danach früh ins Bett zugehen. Doch einige trafen sich noch in einem Restaurant um etwas zu essen
Mittwoch, 02.04.2014
Am Mittwoch sah alles schon ganz anders aus, denn wir waren ausgeschlafener als die anderen Tage, doch noch nicht vollkommen ausgeruht. Morgens um acht Uhr trafen wir uns alle in der Schule um dann gemeinsam das Warschau Rising Museum aufzusuchen. Dort war es sehr interessant, wir erfuhren viel über das Verhältnis zwischen deutschen Soldaten und polnischen Bürgern.
Nachdem die Führung zu ende war und wir das Museum verlassen hatten, fuhren wir für eine stunde Freizeit in das Arkadia Shopping Center, wo wir Schüler ein paar Souvenirs für unsere Familien und Freunde kaufen konnten.
Nach unserer Freizeit kehrten wir zur Schule zurück und hatten ein gemeinsames Mittagessen. Nach dem Mittagessen führten wir die Auswertung der Umfrage, des vorigen Tages, durch.
Danach schauten wir gemeinsam den Film „Good bye, Lenin!“ und aßen Pizza. Danach gingen die Schüler alleine zusammen in einen Club. Wo wir Pancakes oder Burger aßen. Es war sehr lecker und so etwas tolles habe ich vorher nie gesehen oder gegessen.
Donnerstag, 03.04.2014
Donnerstag war der Treffpunkt, wie jeden Tag, um acht Uhr in der Schule. Wir machten mit den anderen die ersten beiden Stunden Unterricht. In der ersten Stunde konnten wir uns aussuchen ob wir Englischunterricht oder Matheunterricht besuchen wollen. In der zweiten Stunden durften wir den Deutschunterricht mit besuchen, es war sehr interessant. Nach einer kleinen Pause führten wir ein Quiz durch über Polen und Deutschland, danach machte eine Gruppe Plakate über unseren Aufenthalt in Polen und eine andere schrieb diese Tagesberichte.
Danach ist Freizeit für die Schüler geplant. Bis 18 Uhr danach ist eine Verabschiedungsfeier geplant wo die Schüler was zu essen mitbringen sollten.

Freitag, 04.04.2014
Morgen ist der Tag auf den wir alle gewartet haben, wir fliegen wieder nach Deutschland und können es kaum erwarten wieder nach hause zukommen.
Trotz einer schönen Zeit in Warschau und Krakau, und der Zeit in unseren wundervollen Gastfamilien, freuen sich doch alle wieder auf ihre Familie, ihren Freunden und auf das eigene Bett.


Samstag, 29. März 2014
Es war endlich soweit: Unsere Füße betraten polnischen Boden. Ein neues unbekanntes Land, unbekannte Menschen, unbekannte Traditionen und ein bevorstehendes Abenteuer.
Als wir nach einer dreistündigen Reise endlich im Hotel eintrafen und unsere Koffer aufs Zimmer gebracht hatten, ging es auf direktem Weg in die Innenstadt. Da unsere Mägen knurrten, suchten wir ein Restaurant auf und nach einer langen Suche aßen wir schließlich bei Subway.
Doch Zeit zum Ausruhen hatten wir nicht, denn anschließend ging es auf direktem Weg zu einer Stadtführung durch Krakau. Diese dauerte bis zu vier Stunden. Anfangs war es wirklich sehr interessant und spaßig, doch da diese Führung zu lange dauerte war es später schwer zuzuhören und Informationen aufzunehmen.
Etwa zwei Stunden später, nachdem wir uns im Hotel umgezogen hatten und ein wenig ausruhen konnten, führten uns die polnischen Austauschschüler in das Restaurant ,,Beer House´´. Wir lachten wirklich viel und die Angst, dass wir uns nicht mögen würden verflog im Nu.
Abends dann fielen wir alle in unser Bett und waren froh endlich Zeit zum Ausruhen zu haben. Im Endeffekt hatten wir jedoch sehr viel Spaß und es bestand nur noch die Angst vor dem Treffen mit der Gastfamilie.

Sonntag, 30. März 2014
Die erste Nacht war rum und ausgeschlafen waren wir nicht wirklich, trotzdem mussten wir sehr früh aufstehen, um zur Salzmine in Wieliczka zu fahren.
Dort hat es sehr viel Spaß gemacht und im Gegensatz zur Stadtführung in Krakau, war es bis zum Schluss interessant. Unser Führer war humorvoll und brachte uns mehrere Male zum Lachen. Außerdem kann man so etwas in Deutschland nicht besuchen.
Später dann fuhren wir vier Stunden mit dem Zug nach Warschau. Währenddessen redeten wir mit den polnischen Austauschschülern über unsere Hobbies, unser Schulleben und andere Dinge über die Jugendliche miteinander reden.
Am späten Abend dann traf jeder von uns auf seine Gastfamilie.
Montag, 31. März 2014
Am Morgen fuhr mit meiner Austauschmama zur Schule der polnischen Austauschschüler. Dort traf ich dann auf die anderen, denen es blendend ging. Auch ihre Gastfamilien waren nett und sie verstanden sich miteinander.
Nachdem wir uns dann ausgetauscht hatten, wurde uns die Privatschule gezeigt. Sie ist wirklich wunderschön und nicht wie unsere. Während wir über 1300 Schüler haben, gibt es hier nur an die 80 Schüler. Außerdem erfuhren wir, dass die Schule einen Kindergarten hat.
Danach gab es eine Zeremonie, in der es um das Verhältnis zwischen unserer Schule und der polnischen Schule ging, Unsere Lehrer unterschrieben ein Abkommen über die Zusammenarbeit und die Partnerschaft unserer beiden Schulen.
Später zeigte man uns den Royal Park, in dem man Eichhörnchen füttern konnte. Sie fraßen einem sogar aus der Hand. Das hat mich wirklich beeindruckt.
Am Abend grillten wir alle zusammen und spielten Spiele um uns besser kennen zu lernen und fuhren dann in die Stadt in das Lieblingscafé der Austauschschüler. Dort tranken wir Kaffee, Schokolade und aßen ein Stück Kuchen.
Wir waren alle so müde, denn die Tage zuvor sind wir wirklich zu spät ins Bett gegangen und hatten zu wenig Schlaf.

A jutro relacja z niespodzianki, jaka miała miejsce na koniec wymiany!

czwartek, 3 kwietnia 2014

Pracowita środa podczas wymiany.

Co działo się w środę - wiemy już od Robina; był to bardzo pracowity (także intelektualnie) dzień. Oto fotorelacja:

Poranek w Muzeum Powstania Warszawskiego - mocne wrażenia:


 
Następnie: wspólne opracowanie ankiet, jakie przeprowadzaliśmy podczas spaceru po Starówce. Dotyczyły one stereotypów we wzajemnym postrzeganiu się naszych narodów.



A wieczorem, wspominany wieczór filmowy: