czwartek, 29 maja 2014

Kolejne Święto Biblioteki!

Kochani, 6 czerwca zapraszamy na kolejne święto naszej biblioteki. Już dziś prosimy o włączenie się w jego organizację: jeśli chcesz opowiedzieć o książkach dla dzieci, które bardzo Ci się podobają, ale nie wypada Ci ich czytać
na co dzień:) - zgłoś się do pani Eli. Jeśli chcesz ugotować/przygotować potrawę, która wystąpiła w Twojej ulubionej książce - zgłoś się do p. Natalii. Jeśli chcesz pozbyć się podręczników, z których już nie korzystasz, a kupić podręczniki do kolejnej klasy - zapraszamy na kiermasz książek. A ponadto: prosimy o przyniesienie podarunków dla naszej biblioteki - wspólnie możemy powiększyć jej zbiory: przyjmujemy tylko dobrą literaturę. W takiej książce-podarunku znajdzie się informacja z imieniem i nazwiskiem darczyńcy:)
Czekamy na Wasze zgłoszenia!




niedziela, 25 maja 2014

Przestrzenie literatury.

Dziś trochę literatury - Martyna z klasy 2A popełniła opowiadanie z ciekawą scenerią jako miejscem akcji. A do tego jest ono inspirowane "Dziadami" A. Mickiewicza (częścią II). Wyszło coś naprawdę dobrego - miłej lektury!



Dziady w podziemiach Paryża

Był pierwszy dzień szkoły. Na niebie nie było ani jednej chmury, a słońce prażyło niemiłosiernie. Lena w pośpiechu szła w kierunku dużego budynku. Była spóźniona i podekscytowana. Wreszcie po długich latach nauki nadszedł ostatni rok w liceum. Jako pierwszą lekcję miała Francuski. Podobno miał się pojawić nowy nauczyciel, a spóźnienie dziewczyny na pewno nie zrobiłoby na nim dobrego wrażenia. Jednak Lena pewnie szła przed siebie, nie zważając, czy jakiś nowy belfer ją polubi.
-Tylko jeden rok - powtarzała sobie w myślach.
We Francji spędziła prawie całe swoje dzieciństwo, uważała ten kraj za wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. A w samym jego centrum znajdował się Paryż. Centrum sztuki i miłości, nazywane miastem świateł. Było inne od reszty stolic, wyróżniał je klimat, zabytki i długa historia. Lena w zasadzie nie wiedziała nic o swojej ojczyźnie, którą była Litwa. Odwiedzała czasami z rodzicami swoich dziadków, lecz gdy oni odeszli nie było już powodu aby wyruszać w ojczyste strony. Babcia czasami opowiadała jej różne legendy i historie o dalekiej przeszłości, jednak dziewczyna nie zwracała na to zbyt dużej uwagi.
Pewna siebie pchnęła metalową bramę prowadzącą do gmachu szkoły. Szybko odnalazła salę, w której miała mieć pierwszą lekcję. Lekko dotknęła stalowej klamki i zawahała się przez chwilę. Otworzyła drewniane drzwi i zajrzała do środka. Nauczyciel i wszyscy uczniowie spojrzeli w jej stronę. Po cichu podeszła do ławki i usiadła. Pan Cartier, po przedstawieniu się po raz kolejny nowej uczennicy przeszedł znowu do spraw formalnych. Pod koniec swojego wykładu powiedział:
- Chciałbym także abyście w grupach wykonali projekt na temat kultury różnych państw. Na przykład Amerykanie obchodzą święto dziękczynienia, Irlandczycy dzień Św. Patryka, a w Japonii obchodzi się festiwal Gion. Każdy kraj ma swoją tradycję, dlatego zadaniem waszym będzie przedstawienie w jak najciekawszy sposób święta obchodzonego w wybranym przez was państwie. Zaraz wylosujemy grupy.
Lenę niezbyt uszczęśliwił ten pomysł, ale tak jak nauczyciel kazał, zaraz po szkole udała się ze swoją grupą, aby ustalić szczegóły projektu.
Padały różne pomysły, ale ona siedziała cicho. Nagle przypomniały jej się czasy, gdy jej babcia opowiadała o bardzo znanym obrzędzie wykonywanym na Litwie. Podczas jego trwania przywoływano zmarłych. Uznała, że pomysł z duchami mógłby zaciekawić Pana Cartiera i uczniów.
- Może Dziady? - powiedziała, przerywając dyskusję swoich kolegów.
- A co to jest za święto? - zapytał jeden z chłopaków.
Lena natychmiast zaczęła zastanawiać się co wie na ten temat. Po chwili zaczęła mówić jak szalona, a wszyscy patrzyli z niedowierzaniem.
- Dziady to obrzęd obchodzony w wigilię Święta Zmarłych na terenach mojej ojczyzny. Podczas jego trwania przywoływano duchy i pomagano dostać się im do nieba. Oczywiście przynoszono też jedzenie i picie, aby częstować dusze przodków.
- Myślę, że to ciekawy pomysł. Na projekt mamy cały rok, więc na pewno zdążymy.
Wszyscy się zgodzili i pozostał tylko wybór miejsca. Cmentarz i kaplice były złym pomysłem, gdyż było potrzebne bardziej ustronne miejsce. Najlepiej takie, w które nikt się nie zapuszczał. Niedaleko szkoły znajdowała się stara , opuszczona linia metra. Była to idealna lokalizacja.
Wieczorem 31 października grupa uczniów zebrała się przed wejściem do podziemia. Niektóre osoby trzymały w dłoniach torby z jedzeniem i innymi potrzebnymi przedmiotami. Jeden z nich przyniósł kamerę, aby uwiecznić całe wydarzenie. Lena mocno trzymała w ręku latarkę i próbowała walczyć ze strachem. W końcu cała grupa udała się do podziemia. Było ciemno i wilgotno, a w powietrzu czuć było zapach rdzy i zgnilizny. Dziewczyna przełknęła ślinę. Parę osób rozstawiło świece, jedzenie i kamerę. Pozostało pytanie: Co dalej? Przypomniała sobie o tym, o czym opowiadała jej babcia. Aby przywołać duchy uczestnicy obrzędu palili różne zioła i czekali na pierwsze zjawy. Podniosła zapałki i wyszukała w swoim plecaku wiązkę lawendy. Wszyscy patrzyli dokładnie co robi. Położyła kwiaty na dużym kamieniu i podpaliła je. Przez pierwsze sekundy nic się nie działo, lecz nagle zgromadzeni usłyszeli ciche jęki dobiegające z korytarzy starej stacji. W jednym z nich pojawiła się lekka fioletowa poświata, która z każdą sekundą stawała się coraz mocniejsza. Wtem ukazała się postać starszej kobiety, która unosiła się wysoko nad ziemią. Zapadła cisza.
- Czy czegoś potrzebujesz? Co cię tu sprowadza? - zapytała Lena przerywając grobową ciszę. Pierwsza zjawa przybliżyła się do dziewczyny i zaczęła mówić chrapliwym głosem.
- Za życia byłam uboga, moi bliscy odwrócili się ode mnie, a koniec mojego nieszczęsnego żywota spędziłam samotnie na ulicy. Pamiętam, że był to deszczowy dzień. Ludzie wchodzili i wychodzili z pociągów. Ja siedziałam pod jednym z filarów umierając z głodu. Pragnęłam chociaż raz poczuć jeszcze smak świeżego pieczywa w ustach. Dostrzegłam elegancko ubraną kobietę z torbą zakupów w ręku. Podeszłam do niej i porosiłam o kromkę chleba, lecz ona odmówiła i poszła dumnym krokiem w kierunku wyjścia. W desperacji podeszłam bliżej i wyrwałam jej reklamówkę z dłoni. Zaczęłam uciekać w przeciwnym kierunku. Jednak z wyczerpania potknęłam się i uderzyłam głową w ławkę. Śmierć była nieunikniona. Cieszyłam się, że w końcu odejdę z tego świata i znajdę ciepłe schronienie w niebie, ale los musi być sprawiedliwy. Byłam złodziejką, a kto chociaż raz coś ukradnie, ten spędzi kilkadziesiąt lat błąkając się bezradnie.
Staruszka skończyła opowiadać swoją smutną historię.
- Ale czy możemy ci jakoś pomóc?
- Proszę tylko o kromkę chleba, która przyniosłaby mi ukojenie.
Dziewczyna podała zjawie to o co prosiła, a ona rozpłynęła się w powietrzu. Zaczęły się ciche rozmowy zebranych, które po chwili zamieniły się w głośną dyskusję.
Powoli zbliżała się północ. Był to czas na pojawienie się kolejnego ducha. Lena wyjęła małą zapachową świecę i zapaliła ją. Mocny ogień rozbłysnął. Stare lampy zawieszone na suficie zaczęły mrugać, z tunelu unosił się ciemny dym. Wszyscy zlękli się bardziej niż za pierwszym razem. Wtem przed ich oczami ukazała się ciemna postać. Do jej ciała uczepione były łańcuchy i kajdany. Duch rozejrzał się dookoła. Nikt się nie odezwał.
- Nie zapytacie co mnie tu sprowadza? Nie chcecie mi pomóc? - odezwał się szyderczo mężczyzna, śmiejąc i krztusząc się dymem. Nikt nie śmiał nawet pisnąć, a duch śmiał się coraz głośniej zaciągając przy tym papierosa.
- Głupcy i tchórze! Z jakiego powodu mnie przywołaliście skoro boicie się odezwać?
- Chcielibyśmy ci pomóc - odezwał się cichy głos jednej z dziewczyn.
- Mnie nie można już uratować. Błąkam się już jakiś czas po ziemi z łańcuchami uczepionymi do ciała. Moje życie po śmierci jest udręką, ale poprzednie nie było wiele lepsze. Wychowałem się w biednej rodzinie i pragnąłem bogactwa i władzy. Jednak to nie było proste. Zacząłem kraść i zabijać, nie znałem umiaru w narkotykach i tytoniu. Byłem wyrzutkiem. Pewnego dnia policja znalazła moją kryjówkę. Miałem małe mieszkanie na strychu w jednej z obskurnych kamienic w Paryżu, blisko tej stacji metra. Nie chciałem reszty życia spędzić w więzieniu. Gdy usłyszałem mocne pukanie do drzwi i ciężkie kroki byłem już pewny, że mogę zrobić tylko jedno. Szybkim ruchem otworzyłem okno dachowe i wyszedłem na zewnątrz. Pogoda była nie najlepsza, dachówki śliskie od deszczu. Zacząłem powoli przesuwać się wzdłuż rynny jednak pech chciał, że jedna moja noga poślizgnęła się. W ostatniej chwili złapałem się metalowej rynny. Ulewa dobiegała końca, a zza chmur wyłaniało się słońce. Nie miałem wyboru. Spojrzałem po raz ostatni w niebo i puściłem się krawędzi dachu. Nie wiem co było dalej. Moje ciało zakopano gdzieś w lesie, a ja stałem się dożywotnim więźniem tego padołu. Teraz wlekę się tunelami metra w poszukiwaniu spokoju i wolności. I mam dla was jedną przestrogę. Kto zbyt dużo grzechów śmiertelnych popełnił, ten rolę więźnia dożywotnio będzie pełnił.
Tymi słowami duch skończył swoją opowieść i dodał:
- Niestety nie ma klucza do mych łańcuchów, więc odejdę już, aby błąkać się dalej po mym więzieniu.
Po chwili zniknął i zostały po nim tylko kłęby dymu. Świeca zgasła.
Do świtu pozostał już czas tylko na jednego ducha. Lena szybko wyjęła z plecaka zwiędłą różę, położyła ją na ziemi i podpaliła. W powietrzu zaczął się unosić przyjemny zapach. Z oddali słychać było smutną melodię graną na fortepianie i cichy, przenikliwy płacz. Zza rogu wyłoniła się piękna i smukła postać dziewczyny. Miała białą podartą sukienkę i długie, złote włosy. Unosiła się lekko nad ziemią i szlochała, a jej łzy zanim dotknęły ziemi rozpływały się w powietrzu. Tym razem nikt nie czuł strachu, a jedynie współczucie.
- Cóż się stało? - zapytał jeden z chłopców, a dziewczyna spojrzała na niego wzrokiem pełnym wyrzutów sumienia. I odrzekła:
- Zostałam porzucona przez kogoś, kogo kochałam. Smutna część mojego życia zaczęła się, gdy go poznałam. Darzyłam tego człowieka głębokim uczuciem i myślałam, że on także. Byłam głupia, że mu zaufałam. Razem z nim miałam zamieszkać w Paryżu, przez co pokłóciłam się z rodzicami. Oni mieli rację. Miałam spotkać się z nim na tej stacji metra. Czekałam na niego kilka godzin, jednak on się nie pojawiał. Wtem ujrzałam go. Szedł z inną. Spojrzał na mnie z drwiną w oczach. Zaczęłam płakać. Spostrzegłam nadjeżdżający pociąg. W desperacji zaczęłam biec i wskoczyłam prosto pod jego koła. Mój cały świat się załamał i nie chciałam już dłużej żyć. Okazałam słabość i wybrałam najłatwiejszą drogę. Kto popełni zbrodnie śmierci sam na sobie, ten nie znajdzie spokoju na całym globie.
- Czy czegoś ci potrzeba?
- Jedyne czego pragnę to miłość innej osoby
- Niestety nie możemy ci pomóc, ale wierzę, że już niedługo trafisz do nieba i zaznasz spokoju ducha.
- Dziękuję wam za miłe słowa - odezwała się i zniknęła, a wraz z nią słodki zapach róż.
Przez szparę zaczęły prześwitywać pierwsze promienie słońca. Dziady dobiegły końca. Wszyscy zgromadzeni zaczęli się zbierać oszołomieni jeszcze wydarzeniami z poprzedniej nocy. Pozostało tylko przedstawić efekty ich pracy.
Po długim wykładzie na temat Chińskiego Festiwalu Lampionów, nadeszła pora na grupę Leny. Dziewczyna stanęła na środku klasy i krótko opowiedziała wstęp po czym jeden z uczniów wyświetlił za pomocą projektora film. Wszyscy czekali zniecierpliwieni na pojawienie się pierwszej zjawy. Jednak nic takiego się nie stało. Na ekranie widać było tylko jak parę osób mówi w kierunku przeciwległej ściany. Uczestnicy Dziadów otworzyli szeroko oczy. Pan Cartier uśmiechnął się i powiedział:
- Jak wiadomo duchy nie istnieją, ale cieszę się, że zadaliście sobie trud, aby to wszystko przygotować. Dlatego każde z was dostanie dobrą ocenę.
Po lekcji Lena udała się w stronę swojego domu. Była szczęśliwa, że dowiedziała się więcej o swojej ojczyźnie. Zdała sobie sprawę, że Paryż nie jest idealnym miejscem. Także tutaj żyją ludzie, którzy popełnili straszne zbrodnie, a ich życie nie było usłane różami.

środa, 21 maja 2014

Czytanie w miejscach publicznych dozwolone! - Klasa 2A promuje czytelnictwo!





Klasa 2A bierze udział w konkursie Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego "Między nami czytelnikami". Publikowaliśmy już listę ich top-książek; jednym z zadań było także przeprowadzenie akcji promującej czytelnictwo. Wybraliśmy się zatem na Żoliborz, by tam pokazać, że czytać można wszędzie - w autobusie, na przystanku, na placu zabaw... A na przejściu dla pieszych można promować czytelnictwo. Zainteresowanie było duże, a akcję zupełnie przypadkowo wsparł burmistrz dzielnicy Żoliborz - pan Krzysztof Bugla.  Zobaczcie!

poniedziałek, 19 maja 2014

Akcja "MURAL"!

Kochani! Kto żyw, niech łapie za spray, farbę, pędzel - akcja "Mural" rusza! Ogłaszamy konkurs na projekt murala, który powstanie na ścianie bocznej na klatce schodowej! Zobaczcie plakat - tam wszystkie informacje!




Nasza Gwiazda Mikrofonu!

Microphone Star to impreza Polskiego Stowarzyszenia Promocji Oświatowych znana w całej Warszawie! Profesjonalna oprawa, wspaniała muzyka i prawdziwe talenty! W tym roku mamy się czym pochwalić: Julka Zarzecka  - drugie miejsce!








piątek, 16 maja 2014

Konkurs "Przyłapani Zaczytani" - zwyciężczyni edycji wiosennej!

Edycja wiosenna konkursu "Przyłapani Zaczytani" zakończona! Autorką zwycięskiej fotografii jest Weronika Sikora z klasy 2B. Oto ona:


Wiosenny las, książka i Weronika albo Weronika i książka:)) Nagroda: karnet do Empiku! Gratulujemy!

Jednocześnie zapraszamy do edycji letniej, wszak nasz konkurs posiada tytuł "Cztery Pory Roku z Książką". Czytajcie i fotografujcie się z książkami w maju, czerwcu, a także w wakacje. Na Wasze fotografie czekamy do połowy września!

A oto pozostałe fotografie nadesłane do edycji wiosennej:












Na koniec fotografia wyszperana w szkolnym archiwum - doskonale pasuje do wiosennej edycji naszego konkursu. Może ktoś zgadnie, kto zaczytał się na tej łące...
 
 

poniedziałek, 12 maja 2014

Tworzyć każdy może?

Czy tworzyć każdy może? To zależy... W naszej szkole tworzymy wszyscy - uczniowie i nauczyciele!:) W piątek wybraliśmy się na wernisaż naszego nauczyciela plastyki - pana Piotra Romanowskiego do galerii Zadra. Było elegancko, uroczyście, a dla niektórych z Was - bardzo inspirująco. Pan Piotr opowiadał o swojej ulubionej technice - malowaniu tuszem na papierze akwarelowym, o swojej fascynacji światłem i wyrazistymi kolorami. Warto wziąć taki artystyczny oddech!:)





Dyskusja młodych adeptów krytyki artystycznej:



Chwila na pytania do Mistrza...






 Byli też rodzice:)


 No i prawdziwa sztuka...






piątek, 9 maja 2014

Najlepsza klasa ever?:))

Twórczość z ostatniej chwili! Klasa 1B nie próżnuje!:))

Gdy jest Ci smutno, gdy jest Ci źle,
Wystarczy, że przyjdziesz do 1b!
Jest "b" jak "better", jest numer jeden...
Najlepsza to klasa przecież- EVER!

-czy się stoi, czy się leży, Marii szóstka się należy
-Mateusz Dyner is for your dinner
-Maciek to nie imię- to stan umysłu
-Mieszko I - król nasz najlepszy
-Oskara sKlonować się nie da (choć wielu by chciało XD)
-Michalski zwany też Maciejem
-Karolina nie lubi jeść lina i nigdy się nie zacina
-grzywka zielona, czasem czerwona, to Julia Tomsohn, po prostu ONA.
-zawsze śmieszny nasz Ungier Olafek, zabawi jak trzeba szkolny, szary światek
-za to jest i Janek Wieczorek... Ideał na podwieczorek
-Kacper Wyso(C)ki, fajny to chłopak zielonooki
-Juliette znana, śpiewa od rana, musi być zawsze świetnie ubrana.


Nasz Pan Kowalski trafić nie mógł lepiej,
bo my jesteśmy nie gorsi jak BETTER!




środa, 7 maja 2014

Trochę sztuki pióra.

Ostatnio mieliśmy okazję zapoznać się z twórczością Zuzi Maciaczek. Dziś swoją "Przygodę w Araluenie" przedstawia Mela Ryzak - można się wciągnąć, polecamy!



Zawsze byłam rozpuszczona. Uwielbiałam panować nad kimś, wyśmiewać i grać na nerwach. Natomiast drażniło mnie, gdy ktoś odpłacał mi się tym samym. Nie miałam też żadnych przyjaciół, koleżanek. W szkole byłam popularna. Wszyscy mnie podziwiali. Ale nie był to prawdziwy podziw, lecz ze strachu, który każdy przede mną odczuwał. Cóż, kiedyś uchodziłam za małą terrorystkę. Wiele razy próbowałam też ze sobą skończyć, ale nigdy nie potrafiłam się do końca przemóc. Wierzyłam, że jeszcze jest nadzieja i może nie ktoś zaakceptuje albo się zmienię. Niestety nic z tego. Nikt nawet nie próbował do mnie podejść i zagadać. Jednak ostatnio powróciła do mnie myśl odebrania sobie tego okropnego, nędznego życia. Ale jedno wydarzenie zupełnie je zmieniło. I to właśnie zamierzam Wam opowiedzieć.
To stało się pewnego popołudnia, gdy słońce mocno przygrzewało. Nie miałam na nic ochoty. Nie wychodziłam na dwór. Na książki i zabawki nawet nie patrzyłam. Leżałam tylko na kanapie, gapiłam się w sufit i rozmyślałam. Aż tu nagle z zadumy wyrwał mnie donośny krzyk mamy, dobiegający z kuchni:
- Chodźże tu! Mam do ciebie prośbę!
Z ociąganiem podniosłam się z sofy i przyczłapałam do niej.
- O co chodzi?
- Idź do lasu i nazbieraj jagód na pierogi, twoje ulubione. Proszę, tutaj masz koszyk. Co?! W taką paskudną pogodę? Słońce praży jak nie wiem co. Ja się na nim usmażę! Nie ma mowy. Poza tym już nie są moje ulubione!- wykrzykiwałam.
- Córeczko! Jak ty się zachowujesz w stosunku do matki? Ja nie wiem , gdzie popełniłam błąd. – zmartwiła się mama.
- Jak zawsze wszędzie! Nie idę!- wybuchłam.
- Idziesz w tej chwili, bo jak nie, to ci tyłek złoję! W ogóle nie wychodzisz na zewnątrz, pyskujesz, jesteś arogancka i nietolerancyjna. Jak zaraz nie wyjdziesz, to będzie lanie.
- Ueech! No, dobra. Pójdę.
- Tylko się pośpiesz. Cześć!- powiedziała matka, widocznie wściekła.
- Cześć. – odparłam bez entuzjazmu.
Szłam teraz przez puszczę i rozmyślałam: „Jak można?! Własnej córce tak grozić? To ona jest arogancka i nietolerancyjna. Przecież sama mogła iść po te durne jagody, skoro chciała pierogi. I zrobię jej na przekór. Nie będę się śpieszyć”. Lecz tak naprawdę czułam, że robię źle. Ale nie potrafiłam tego powstrzymać. To było wręcz jak nawyk. W głębi duszy czułam także, że czymś okrutnym było powiedzenie jej, iż nie lubię już tego dania. Ja je uwielbiam! To straszne, co lenistwo może zrobić z człowiekiem. W każdym razie wędrowałam sobie leśną dróżką, aż nagle usłyszałam czyjś krzyk:
- Pomocy! Jestem tutaj! Ratunku, zaraz mnie pochłonie!
Czym prędzej pobiegłam w miejsce, skąd dobiegał hałas i zobaczyłam nastoletniego chłopca, w moim wieku, a może starszego o rok, włosy ciemne, oczy piwne… chwileczkę. Przecież to Brian! Najprzystojniejszy uczeń w szkole. Ale co on robi?
- Co się stało? – spytałam lekko speszona.
- „Co się stało?”! Ty mnie teraz nie pytaj, tylko mi pomóż! Lada moment zostanę wciągnięty, nawet nie wiem gdzie! Ratuj!- odkrzyknął przerażony.
- A co to jest?! – spytałam równie zdziwiona i wystraszona co on.
- To lej krasowy! Błagam, uratuj mnie!- i wyciągnął dłoń.
Chwilę się wahałam, lecz w końcu podjęłam drastyczną decyzję- uciekłam.
- Agatha, nie!!! Proszę, pomóóóż…!
Parę sekund po wskoczeniu za najbliższe drzewo zdałam sobie sprawę, iż jestem potworem.
- Jak ja mogłam?! Tchórzliwa, podła, leniwa i bezużyteczna! Oto moje cechy!
Nie zastanawiając się dłużej, wybiegłam z mojej kryjówki ze łzami w oczach i czym prędzej dałam nura do dziury.
- Ała! Ale gruchnęłam. Mój zadek…
- Agatha?
- Brian? Czy to ty?
- Tak. – mówiąc to, wyskoczył zza głazu na jednej nodze.
- Czemu tak podskakujesz?- spytałam nieco zdumiona i zrobiłam krok w jego stronę.
- Nie! Coś ty zrobiła?! Nie można chodzić po polach ze skorpionami. To pułapka!
Ale było już za późno. Chwilę później dało się słyszeć pękanie skały aż wkrótce wylała się zza niej woda. Dużo wody. Jej silny prąd ściął nas z nóg i oboje popłynęliśmy w dół. Przez jakiś czas widziałam, jak Brian próbuje znaleźć brzeg, potem woda zalała mi oczy i całkowicie mnie przykryła, tak, że nic już nie mogłam dojrzeć. Po chwili jednak wynurzyłam się w poszukiwaniu lądu. Zauważyłam nisko położoną skarpę, oddaloną o parę metrów ode mnie. Chciałam do niej podpłynąć, lecz nagle nurt rzeki stał się jeszcze potężniejszy i nie zdążyłam. Natomiast spostrzegłam, że… zbliżam się do wodospadu! Natychmiast zaczęłam krzyczeć wniebogłosy o ratunek, ale nikt nie przybył z odsieczą. Śmiertelnie się przeraziłam, ponieważ czułam, iż zaraz poniesie mnie nie wiadomo gdzie i co zrobię? Czy w ogóle przeżyję? Tak! Jest cień nadziei! W oddali widać dość spory wystający kamień. Chwycę się go i może mi się uda wydostać z tego piekła. Jeszcze 10 metrów…7…5…2…
- Aaa! Mam cię! W ostatniej chwili! Uff! Liczę na to, że nie spadnę. Wiszę przecież na początku wodospadu. Ale jak ja stąd zejdę? Sama nie dam rady! - lamentowałam.
- Och, gdybym wtedy nie zostawiła Briana… Jestem potworem! - i wybuchłam płaczem.
I w tym momencie ujrzałam nad sobą właśnie jego.
- Obiecujesz, że się zmienisz? – zapytał groźnie.
- Tak! Już nigdy nikomu nie wyrządzę żadnej krzywdy! Nie pobiję, nie wyśmieję, nie zostawię w potrzebie! Zawsze będę pomagać, nawet w błahych sprawach, tylko błagam, uratuj mnie! – wykrzykiwałam roniąc łzy.
Chwilę się wahał, jednak wyciągnął do mnie rękę i następnie wycieńczoną wyniósł w ramionach na brzeg.
- Znowu ryczysz? Przestań wreszcie i może coś wymyśl! – krzyknął poirytowany Brian.
- A-ale jak my m-mamy się st...ąd wydostać? – szlochałam.
- Chcecie stąd wyjść? – zapytał nagle nieznany mi dotąd czyjś męski głos.
- Aaa! Kto tu jest?! – ryknęłam przestraszona.
- Skąd przybywasz i czego chcesz? – zadał pytanie mój kompan.
- Ja tylko chciałem wam dopomóc, ale skoro nie, to pójdę…
- Nie! – wrzasnęliśmy chórem.
- No dobrze.
- Więc kim jesteś? – dopytywał Brian.
- Jam jest wielki czarodziej Jingasaar. Przybywam z Gorlanu. I za pomocą czarów mogę wam pomóc znaleźć wyjście. – odparł mężczyzna.
- O-oczywiście. – wyjąkał zdumiony uczeń.
- Proszę, tu macie trochę magicznego pyłu. – mówiąc to, wsypał mi garstkę i kontynuował. – Pójdziecie najpierw 20 schodów w górę, potem 8 w dół i znowu 35 w górę, następnie wypowiecie: „Lasa-te ma de aici!”, sypniecie dookoła pyłem i już. Lecz najpierw musicie mi zapłacić 30 gualupów.
- Agatha, masz trochę? – spytał Brian.
- Hmm… Tak. – odparłam wyjmując z kieszeni 18 gualupów.
- Ja mam tylko 5! – rozpaczał chłopak.
- Cóż, nic nie szkodzi. Bierzcie ten pył i lećcie, bo w końcu nigdy stąd nie wyleziecie. Przeklęta dziura!
- A pan? Czemu nie wyjdzie, skoro jej nie cierpi? – zatroskałam się.
- Kiedyś zła czarownica Merguelen rzuciła na mnie klątwę i nie mogę się stąd ruszyć nawet za pomocą zaklęć. Ale to już nieważne, biegnijcie do domów, smyki!
I tak pana kiedyś uratuję.” – pomyślałam.
- Do widzenia. – powiedziałam wzruszona.
- Żegnajcie. – odrzekł czarownik.
Minął miesiąc od naszej przygody w Araluenie. Od tej poty nikomu nie dokuczam, pogodziłam się z mamą i zaprzyjaźniłam się z Brianem, a także dwiema dziewczynami- Mirandą i Kerr! Teraz jeśli mam pomyśleć o odebraniu sobie życia, wykrzywiam twarz i mówię: „Życie jest piękne! Ale nie każdy na początku potrafi to docenić.”

niedziela, 4 maja 2014

Matura 2014 - start!


"Co było, to było, co może być – jest
A będzie to co będzie
Lecz zawsze to miło, że nie brak nam miejsc
do których wracamy pamięcią (...)
Szanujmy wspomnienia, smakujmy ich treść... (...)"


Tymi słowami pani dyretkor Izabela Okrasa pożegnała 30 kwietnia naszych „starszaków” czyli klasę trzecią liceum. Było uroczyście, wzruszająco, ale też zabawnie. Klasa druga przygotowała piękne zakończenie: prezentacja z trzech lat naszych absolwentów, karykatury na pamiątkę... Wyczyn znaczący, zważywszy, że skład klasy drugiej to Julka i Tymon:))

Naszych maturzystów pożegnalismy, a teraz trzymamy za nich kciuki, bo:

"Hura, hura hej, dzisiaj matura,
Marynara i fryzura, matura,
Hura hura hej, broniewski stachura,
Marynara i fryzura, matura":))