niedziela, 25 maja 2014

Przestrzenie literatury.

Dziś trochę literatury - Martyna z klasy 2A popełniła opowiadanie z ciekawą scenerią jako miejscem akcji. A do tego jest ono inspirowane "Dziadami" A. Mickiewicza (częścią II). Wyszło coś naprawdę dobrego - miłej lektury!



Dziady w podziemiach Paryża

Był pierwszy dzień szkoły. Na niebie nie było ani jednej chmury, a słońce prażyło niemiłosiernie. Lena w pośpiechu szła w kierunku dużego budynku. Była spóźniona i podekscytowana. Wreszcie po długich latach nauki nadszedł ostatni rok w liceum. Jako pierwszą lekcję miała Francuski. Podobno miał się pojawić nowy nauczyciel, a spóźnienie dziewczyny na pewno nie zrobiłoby na nim dobrego wrażenia. Jednak Lena pewnie szła przed siebie, nie zważając, czy jakiś nowy belfer ją polubi.
-Tylko jeden rok - powtarzała sobie w myślach.
We Francji spędziła prawie całe swoje dzieciństwo, uważała ten kraj za wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. A w samym jego centrum znajdował się Paryż. Centrum sztuki i miłości, nazywane miastem świateł. Było inne od reszty stolic, wyróżniał je klimat, zabytki i długa historia. Lena w zasadzie nie wiedziała nic o swojej ojczyźnie, którą była Litwa. Odwiedzała czasami z rodzicami swoich dziadków, lecz gdy oni odeszli nie było już powodu aby wyruszać w ojczyste strony. Babcia czasami opowiadała jej różne legendy i historie o dalekiej przeszłości, jednak dziewczyna nie zwracała na to zbyt dużej uwagi.
Pewna siebie pchnęła metalową bramę prowadzącą do gmachu szkoły. Szybko odnalazła salę, w której miała mieć pierwszą lekcję. Lekko dotknęła stalowej klamki i zawahała się przez chwilę. Otworzyła drewniane drzwi i zajrzała do środka. Nauczyciel i wszyscy uczniowie spojrzeli w jej stronę. Po cichu podeszła do ławki i usiadła. Pan Cartier, po przedstawieniu się po raz kolejny nowej uczennicy przeszedł znowu do spraw formalnych. Pod koniec swojego wykładu powiedział:
- Chciałbym także abyście w grupach wykonali projekt na temat kultury różnych państw. Na przykład Amerykanie obchodzą święto dziękczynienia, Irlandczycy dzień Św. Patryka, a w Japonii obchodzi się festiwal Gion. Każdy kraj ma swoją tradycję, dlatego zadaniem waszym będzie przedstawienie w jak najciekawszy sposób święta obchodzonego w wybranym przez was państwie. Zaraz wylosujemy grupy.
Lenę niezbyt uszczęśliwił ten pomysł, ale tak jak nauczyciel kazał, zaraz po szkole udała się ze swoją grupą, aby ustalić szczegóły projektu.
Padały różne pomysły, ale ona siedziała cicho. Nagle przypomniały jej się czasy, gdy jej babcia opowiadała o bardzo znanym obrzędzie wykonywanym na Litwie. Podczas jego trwania przywoływano zmarłych. Uznała, że pomysł z duchami mógłby zaciekawić Pana Cartiera i uczniów.
- Może Dziady? - powiedziała, przerywając dyskusję swoich kolegów.
- A co to jest za święto? - zapytał jeden z chłopaków.
Lena natychmiast zaczęła zastanawiać się co wie na ten temat. Po chwili zaczęła mówić jak szalona, a wszyscy patrzyli z niedowierzaniem.
- Dziady to obrzęd obchodzony w wigilię Święta Zmarłych na terenach mojej ojczyzny. Podczas jego trwania przywoływano duchy i pomagano dostać się im do nieba. Oczywiście przynoszono też jedzenie i picie, aby częstować dusze przodków.
- Myślę, że to ciekawy pomysł. Na projekt mamy cały rok, więc na pewno zdążymy.
Wszyscy się zgodzili i pozostał tylko wybór miejsca. Cmentarz i kaplice były złym pomysłem, gdyż było potrzebne bardziej ustronne miejsce. Najlepiej takie, w które nikt się nie zapuszczał. Niedaleko szkoły znajdowała się stara , opuszczona linia metra. Była to idealna lokalizacja.
Wieczorem 31 października grupa uczniów zebrała się przed wejściem do podziemia. Niektóre osoby trzymały w dłoniach torby z jedzeniem i innymi potrzebnymi przedmiotami. Jeden z nich przyniósł kamerę, aby uwiecznić całe wydarzenie. Lena mocno trzymała w ręku latarkę i próbowała walczyć ze strachem. W końcu cała grupa udała się do podziemia. Było ciemno i wilgotno, a w powietrzu czuć było zapach rdzy i zgnilizny. Dziewczyna przełknęła ślinę. Parę osób rozstawiło świece, jedzenie i kamerę. Pozostało pytanie: Co dalej? Przypomniała sobie o tym, o czym opowiadała jej babcia. Aby przywołać duchy uczestnicy obrzędu palili różne zioła i czekali na pierwsze zjawy. Podniosła zapałki i wyszukała w swoim plecaku wiązkę lawendy. Wszyscy patrzyli dokładnie co robi. Położyła kwiaty na dużym kamieniu i podpaliła je. Przez pierwsze sekundy nic się nie działo, lecz nagle zgromadzeni usłyszeli ciche jęki dobiegające z korytarzy starej stacji. W jednym z nich pojawiła się lekka fioletowa poświata, która z każdą sekundą stawała się coraz mocniejsza. Wtem ukazała się postać starszej kobiety, która unosiła się wysoko nad ziemią. Zapadła cisza.
- Czy czegoś potrzebujesz? Co cię tu sprowadza? - zapytała Lena przerywając grobową ciszę. Pierwsza zjawa przybliżyła się do dziewczyny i zaczęła mówić chrapliwym głosem.
- Za życia byłam uboga, moi bliscy odwrócili się ode mnie, a koniec mojego nieszczęsnego żywota spędziłam samotnie na ulicy. Pamiętam, że był to deszczowy dzień. Ludzie wchodzili i wychodzili z pociągów. Ja siedziałam pod jednym z filarów umierając z głodu. Pragnęłam chociaż raz poczuć jeszcze smak świeżego pieczywa w ustach. Dostrzegłam elegancko ubraną kobietę z torbą zakupów w ręku. Podeszłam do niej i porosiłam o kromkę chleba, lecz ona odmówiła i poszła dumnym krokiem w kierunku wyjścia. W desperacji podeszłam bliżej i wyrwałam jej reklamówkę z dłoni. Zaczęłam uciekać w przeciwnym kierunku. Jednak z wyczerpania potknęłam się i uderzyłam głową w ławkę. Śmierć była nieunikniona. Cieszyłam się, że w końcu odejdę z tego świata i znajdę ciepłe schronienie w niebie, ale los musi być sprawiedliwy. Byłam złodziejką, a kto chociaż raz coś ukradnie, ten spędzi kilkadziesiąt lat błąkając się bezradnie.
Staruszka skończyła opowiadać swoją smutną historię.
- Ale czy możemy ci jakoś pomóc?
- Proszę tylko o kromkę chleba, która przyniosłaby mi ukojenie.
Dziewczyna podała zjawie to o co prosiła, a ona rozpłynęła się w powietrzu. Zaczęły się ciche rozmowy zebranych, które po chwili zamieniły się w głośną dyskusję.
Powoli zbliżała się północ. Był to czas na pojawienie się kolejnego ducha. Lena wyjęła małą zapachową świecę i zapaliła ją. Mocny ogień rozbłysnął. Stare lampy zawieszone na suficie zaczęły mrugać, z tunelu unosił się ciemny dym. Wszyscy zlękli się bardziej niż za pierwszym razem. Wtem przed ich oczami ukazała się ciemna postać. Do jej ciała uczepione były łańcuchy i kajdany. Duch rozejrzał się dookoła. Nikt się nie odezwał.
- Nie zapytacie co mnie tu sprowadza? Nie chcecie mi pomóc? - odezwał się szyderczo mężczyzna, śmiejąc i krztusząc się dymem. Nikt nie śmiał nawet pisnąć, a duch śmiał się coraz głośniej zaciągając przy tym papierosa.
- Głupcy i tchórze! Z jakiego powodu mnie przywołaliście skoro boicie się odezwać?
- Chcielibyśmy ci pomóc - odezwał się cichy głos jednej z dziewczyn.
- Mnie nie można już uratować. Błąkam się już jakiś czas po ziemi z łańcuchami uczepionymi do ciała. Moje życie po śmierci jest udręką, ale poprzednie nie było wiele lepsze. Wychowałem się w biednej rodzinie i pragnąłem bogactwa i władzy. Jednak to nie było proste. Zacząłem kraść i zabijać, nie znałem umiaru w narkotykach i tytoniu. Byłem wyrzutkiem. Pewnego dnia policja znalazła moją kryjówkę. Miałem małe mieszkanie na strychu w jednej z obskurnych kamienic w Paryżu, blisko tej stacji metra. Nie chciałem reszty życia spędzić w więzieniu. Gdy usłyszałem mocne pukanie do drzwi i ciężkie kroki byłem już pewny, że mogę zrobić tylko jedno. Szybkim ruchem otworzyłem okno dachowe i wyszedłem na zewnątrz. Pogoda była nie najlepsza, dachówki śliskie od deszczu. Zacząłem powoli przesuwać się wzdłuż rynny jednak pech chciał, że jedna moja noga poślizgnęła się. W ostatniej chwili złapałem się metalowej rynny. Ulewa dobiegała końca, a zza chmur wyłaniało się słońce. Nie miałem wyboru. Spojrzałem po raz ostatni w niebo i puściłem się krawędzi dachu. Nie wiem co było dalej. Moje ciało zakopano gdzieś w lesie, a ja stałem się dożywotnim więźniem tego padołu. Teraz wlekę się tunelami metra w poszukiwaniu spokoju i wolności. I mam dla was jedną przestrogę. Kto zbyt dużo grzechów śmiertelnych popełnił, ten rolę więźnia dożywotnio będzie pełnił.
Tymi słowami duch skończył swoją opowieść i dodał:
- Niestety nie ma klucza do mych łańcuchów, więc odejdę już, aby błąkać się dalej po mym więzieniu.
Po chwili zniknął i zostały po nim tylko kłęby dymu. Świeca zgasła.
Do świtu pozostał już czas tylko na jednego ducha. Lena szybko wyjęła z plecaka zwiędłą różę, położyła ją na ziemi i podpaliła. W powietrzu zaczął się unosić przyjemny zapach. Z oddali słychać było smutną melodię graną na fortepianie i cichy, przenikliwy płacz. Zza rogu wyłoniła się piękna i smukła postać dziewczyny. Miała białą podartą sukienkę i długie, złote włosy. Unosiła się lekko nad ziemią i szlochała, a jej łzy zanim dotknęły ziemi rozpływały się w powietrzu. Tym razem nikt nie czuł strachu, a jedynie współczucie.
- Cóż się stało? - zapytał jeden z chłopców, a dziewczyna spojrzała na niego wzrokiem pełnym wyrzutów sumienia. I odrzekła:
- Zostałam porzucona przez kogoś, kogo kochałam. Smutna część mojego życia zaczęła się, gdy go poznałam. Darzyłam tego człowieka głębokim uczuciem i myślałam, że on także. Byłam głupia, że mu zaufałam. Razem z nim miałam zamieszkać w Paryżu, przez co pokłóciłam się z rodzicami. Oni mieli rację. Miałam spotkać się z nim na tej stacji metra. Czekałam na niego kilka godzin, jednak on się nie pojawiał. Wtem ujrzałam go. Szedł z inną. Spojrzał na mnie z drwiną w oczach. Zaczęłam płakać. Spostrzegłam nadjeżdżający pociąg. W desperacji zaczęłam biec i wskoczyłam prosto pod jego koła. Mój cały świat się załamał i nie chciałam już dłużej żyć. Okazałam słabość i wybrałam najłatwiejszą drogę. Kto popełni zbrodnie śmierci sam na sobie, ten nie znajdzie spokoju na całym globie.
- Czy czegoś ci potrzeba?
- Jedyne czego pragnę to miłość innej osoby
- Niestety nie możemy ci pomóc, ale wierzę, że już niedługo trafisz do nieba i zaznasz spokoju ducha.
- Dziękuję wam za miłe słowa - odezwała się i zniknęła, a wraz z nią słodki zapach róż.
Przez szparę zaczęły prześwitywać pierwsze promienie słońca. Dziady dobiegły końca. Wszyscy zgromadzeni zaczęli się zbierać oszołomieni jeszcze wydarzeniami z poprzedniej nocy. Pozostało tylko przedstawić efekty ich pracy.
Po długim wykładzie na temat Chińskiego Festiwalu Lampionów, nadeszła pora na grupę Leny. Dziewczyna stanęła na środku klasy i krótko opowiedziała wstęp po czym jeden z uczniów wyświetlił za pomocą projektora film. Wszyscy czekali zniecierpliwieni na pojawienie się pierwszej zjawy. Jednak nic takiego się nie stało. Na ekranie widać było tylko jak parę osób mówi w kierunku przeciwległej ściany. Uczestnicy Dziadów otworzyli szeroko oczy. Pan Cartier uśmiechnął się i powiedział:
- Jak wiadomo duchy nie istnieją, ale cieszę się, że zadaliście sobie trud, aby to wszystko przygotować. Dlatego każde z was dostanie dobrą ocenę.
Po lekcji Lena udała się w stronę swojego domu. Była szczęśliwa, że dowiedziała się więcej o swojej ojczyźnie. Zdała sobie sprawę, że Paryż nie jest idealnym miejscem. Także tutaj żyją ludzie, którzy popełnili straszne zbrodnie, a ich życie nie było usłane różami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz