wtorek, 25 listopada 2014

Halloween - jak było?

Halloween dawno za nami, ale jego echa wciąż wracają - impreza musiała być niezła:) Przeczytajcie, co na ten temat pisze Matylda z klasy trzeciej:


Halloween to ten dzień w roku, który można uwielbiać albo nienawidzić. Najczęściej to dzieci i młodzież czerpią z niego największą przyjemność. Dorośli często są zmęczeni ciągłym chodzeniem do furtki lub drzwi z paczką cukierków w ręku i odprawianiem przebierańców. Pomimo, że nie jest to rodzime święto, Halloween zapisało się w kalendarzach Polaków, tak jak i naszej szkoły. Coroczne imprezy w wigilię Wszystkich Świętych cieszą się w PSPO dużą popularnością. Konkursy, dyskoteka, jedzenie – czego chcieć więcej? W tym roku również można było się świetnie zabawić. Zdecydowanie była to też zasługa naszych młodszych kolegów z klasy szóstej szkoły podstawowej, którzy nam dzielnie towarzyszyli podczas „wygłupów”.
Każda szkolna zabawa ma swoje minusy i plusy, lecz tą na pewno można uznać za jak najbardziej udaną. Brawa dla samorządu i nauczycieli, którzy podjęli się zorganizowania i doprowadzenia imprezy do końca. Na czas Halloween sala konferencyjna zamieniła się w arenę konkursową i parkiet taneczny. Muzyka, jak co roku zresztą, była bardzo zróżnicowana i każdy mógł znaleźć coś dla siebie (jeżeli dobrze pamiętam nie słyszałam „kaczuszek” – czyn niewybaczalny!). W przerwach uczniowie mogli sprawdzić się w różnych dyscyplinach, takich jak wyławianie jabłek z wiadra czy jedzenie pączków na czas.
Tegoroczny sklepikowy bufet wprost uginał się od różnych przysmaków. Obowiązkowo były cukierki, ciastka, gazowane napoje, chipsy. Ku mojemu zaskoczeniu nie dane mi było zjeść ogórków konserwowych i kabanosów, które moim zdaniem były hitem Halloween 2013 . Pod koniec imprezy, specjalnie dla najwytrwalszych, na stół wjechały „przerażające” wypieki, które brały udział w konkursie na najstraszniejszy specjał. Wszyscy bez jakiegokolwiek obrzydzenia zajadali się zieloną glutoplazmą i palcami z paznokciami (to naprawdę tak wyglądało!). Jedzenie zdecydowanie ma zawsze największe „branie” – z założenia to właśnie sklepik jest najbardziej zatłoczony, gdy parkiet prawie świeci pustkami.
Największe wrażenie, bezprecedensowo, zrobiły na mnie kostiumy uczestników zabawy. Całe piętro przepełnione było rożnymi postaciami z filmów, książek, legend. Przebrania były przemyślane i dopracowane. Nastał chyba koniec ery „przebierania się za samego siebie” i uważam, że to bardzo słuszne. Kiedy, a nie właśnie w Halloween, mamy pełne prawo do porzucenia swojego codziennego stroju na rzecz przebrania szalonego naukowca czy wilkołaka? Zdecydowanie największy mój zachwyt wywołał strój jeźdźca bez głowy (choć konia mu było brak). Niestety, do końca imprezy nie udało mi się dowiedzieć, kim tak naprawdę była ta tajemnicza osoba. Może to nawet lepiej, bo czar pozostał. Każdy wziął sobie temat przebrania do serca, co sprawiło, że cała impreza nabrała niebywałego koloru.
Jak już wspominałam, wszystko ma swoje wady i zalety. Nasze szkolne Halloween było bardzo udane, wad wręcz nie dało się zauważyć, jedynie kilka małych niedociągnięć, których nawet nie warto wymieniać. Mam nadzieję, że nawet gdy opuszczę mury tej szkoły, imprezy będą nadal tworzyć w nas wrażenie, że jednak warto brać udział w życiu naszej szkoły dla takich chwil, jak powyżej opisane Halloween. Życzę tego wszystkim przyszłym i obecnym uczniom. Nie zapomnijcie – to ludzie tworzą atmosferę! :)


 Piękne słowa! Zdjęcia potwierdzają każde słowo Matyldy:)












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz