poniedziałek, 18 września 2017

Ruszyło Koło Miłośników Teatru!

Mocnym akcentem rozpoczęło swoją tegoroczną działalność Koło Miłośników Teatru. Repertuar dobieramy bardzo starannie do odpowiedniego etapu edukacyjnego. I tak klasy licealne wybrały się w ostatni czwartek na przedstawienie "Tytus Andronikus" do Multikina. Była to retransmisja sztuki Szekspira w wykonaniu Royal Shakespeare Company, w reżyserii Blanche McIntyre z Davidem Troughtonem w roli tytułowej.

Ania z klasy 2L podzieliła się swoimi wrażeniami:



Kilka dni temu wybrałam się wraz z klasą do Multikina na sztukę Williama Szekspira ,,Tytus Andronikus. Transmitowana w kinie wersja wystawiona została przez zespół teatralny RSC, a wyreżyserowała ją Blanche McIntyre. W rolę tytułowego bohatera wcielił się David Troughton. Inne postacie, na które warto zwrócić uwagę, to: córka Tytusa, Lawinia (Hannah Morrish), cesarzowa Tamora (Nia Gwynne), Marcus Andronikus (Patrick Drury), Saturninus (Martin Hutson), wybrany na cesarza Rzymu i dawny niewolnik, kochanek Tamory, Aaron (Stefan Adegbola).
            ,,Tytus Andronikus to jeden z najbardziej krwawych, a przez to najtrudniejszych do przedstawienia na scenie, dramatów Szekspira. Opowiada historię zwycięskiego wodza, który powraca do Rzymu z wyprawy przeciw Barbarzyńcom. Zgodnie z tradycją, powracając musi on poświęcić jednego z jeńców wojennych: wybiera Alarbusa, najstarszego syna królowej Gotów, Tamory. Pomimo jej błagań, młodzieniec zostaje stracony. Rzymianie chcą wybrać Andronikusa na swojego cesarza, on jednak, ze względu na swój wiek, odmawia i oddaje urząd Saturninusowi, synowi poprzedniego cesarza. Nowy władca postanawia poślubić córkę Tytusa, Lawinię, ona jednak ucieka wraz ze swoim poprzednim narzeczonym. W związku z tym, Saturninus żeni się z Tamorą, czyniąc ją nową cesarzową, co daje jej idealną okazję do zemszczenia się na Tytusie Andronikusie i jego rodzinie.
            Panuje obecnie moda na przedstawianie klasycznych dzieł w sposób nowoczesny, tak, jakby działy się one w czasach nam współczesnych. ,,Tytus Andronikus nie był w tej kwestii wyjątkiem - na scenie mogliśmy zobaczyć aktorów robiących sobie zdjęcia smartfonem a także dziennikarzy i konferencję prasową. Sam pomysł jest bardzo dobry - zwłaszcza, że tematyka tej akurat sztuki bardzo pasuje do aktualnych problemów: zamieszki, dyskryminacja, a także okrucieństwo wobec innych, zwłaszcza kobiet, to sprawy, o których słyszymy w wiadomościach niemal codziennie. Jednak wzniosły, piękny język jakim posługiwał się Szekspir, zupełnie nie pasował mi do takiej konwencji przedstawienia dzieła. Pomimo ubioru aktorów i nowoczesnych rekwizytów nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że znajduję się w starożytnym Rzymie, a wszystkie aktualne wstawki wydawały mi się zbyteczne. Nie jest to w żadnym wypadku uwaga do scenografa: Robert Innes Hopkins stworzył bardzo wiarygodny obraz i gdyby oceniać wyłącznie pod względem wizualnym, sztuka była jak najbardziej współczesna. Ja uważam jednak, że nowoczesne stroje i scenografia do Szekspira nie pasują, a jedyną receptą na udane przeniesienie go do dzisiejszych czasów byłoby uwspółcześnienie także oryginalnych dialogów.  Przedstawienie w formie takiej, jakim je widziałam, wydawało mi się nieharmonijne i słowa wypowiadane przez aktorów zupełnie nie pasowały mi do tego, co widziałam na scenie.
            Pomimo tego, sztuka bardzo mi się podobała. Zachwyciło mnie wykorzystanie iluzji na scenie, aby przedstawić najbardziej krwawe wydarzenia. Oglądając przedstawienie mogłabym przysiąc, że ręka Tytusa Andronikusa naprawdę została odcięta, a przyniesione w plastikowych torebkach głowy jego synów kilka minut wcześniej oddzielono od reszty ciała. Realizm tego przedstawienia sprawiał, że sztukę momentami trudno się oglądało, ale wydaje mi się, że scenarzyście właśnie o to chodziło: byśmy choć raz nie mogli odwrócić wzroku od tego, jak naprawdę wygląda rzeczywistość; by od krwi i cierpienia nie dało się uciec, a widz został zmuszony do zastanowienia się nad losem bohaterów i przeżycia ich bólu.
            Szczególne brawa należą się aktorom, którzy ani na chwilę nie zdradzili, że przedstawiane przez nich wydarzenia są tylko grą. Zachwyciła mnie Hannah Morrish, odtwórczyni roli Lawinii, która nie wypowiadając ani słowa przekazała nam cierpienie, samotność i uczucie zdrady, z jakimi się zmagała. Inną postacią, na którą zwróciłam szczególną uwagę, był Stefan Adegbola, grający Aarona. Wcielił się w postać złego do szpiku kości kochanka Tamory tak wiarygodnie, że musiałam długo przekonywać samą siebie, że lubię go jako aktora, ponieważ słowa wypowiadane przez jego bohatera tak silnie utkwiły mi w pamięci. Najlepszy okazał się moim zdaniem David Troughton jako Tytus Andronikus. Jego znakomita gra aktorska pozwoliła Tamorze uwierzyć, że naprawdę postradał zmysły, jednocześnie dając publiczności do zrozumienia, że jego obłęd jest jedynie podstępną intrygą. Dzięki niemu ta poważna i trudna sztuka wywoływała momentami śmiech, a tragiczny koniec nie wydawał się aż tak niesprawiedliwy, bo widz wciąż myślał wyłącznie o jego zachowaniu w trakcie kolacji.
            Ciekawym dodatkiem były pokazane przed projekcją, a także podczas przerwy, wywiady z reżyserem, scenografem i niektórymi osobami z obsady. Pozwoliły mi one nieco inaczej spojrzeć na sztukę i uzmysłowiły mi, jak wiele pracy włożono w przygotowanie jej.
            Podsumowując, sztuka ,,Tytus Andronikus” bardzo mi się podobała. Chociaż mam do niej kilka uwag, zdecydowanie nie uważam, że zmarnowałam czas oglądając ją, a postacie i dialogi na długo zapadły mi w pamięć. Polecam każdemu, kto ma taką możliwość, wybranie się do kina czy teatru i zapoznanie się z historią Tytusa.



Dziękujemy za świetną recenzję i czekamy na kolejne teatralne doznania! 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz