Nowy rok, nowe wyzwania! Przed nami „bieg po oceny”… Niektórzy rozpoczęli ten bieg już w grudniu (jeśli nie wcześniej). Klasa trzecia gimnazjum napisała próbne egzaminy. Oto krótka relacja Ani:
P { margin-bottom: 0.21cm; direction: ltr; color: rgb(0, 0, 0); widows: 2; orphans: 2; }
W
naszej szkole 10, 11 i 12 grudnia odbyły się próbne testy
gimnazjalne przygotowane przez Operon, mające pokazać nam, jak
wygląda prawdziwy egzamin, do którego przystępujemy w tym roku w
kwietniu. Klasa z sali obok podczas trzech dni naszych egzaminów
miała zajęcia piętro niżej, inne klasy także większość lekcji
miały na dole, wyłączono dla nas nawet dzwonki. Mimo, że testy
były dość łatwe (bez żadnych przygotowań większość z nas
napisała je całkiem nieźle), spełniły swoją rolę wyśmienicie
i teraz już wiemy, czego się spodziewać.
naszej szkole 10, 11 i 12 grudnia odbyły się próbne testy
gimnazjalne przygotowane przez Operon, mające pokazać nam, jak
wygląda prawdziwy egzamin, do którego przystępujemy w tym roku w
kwietniu. Klasa z sali obok podczas trzech dni naszych egzaminów
miała zajęcia piętro niżej, inne klasy także większość lekcji
miały na dole, wyłączono dla nas nawet dzwonki. Mimo, że testy
były dość łatwe (bez żadnych przygotowań większość z nas
napisała je całkiem nieźle), spełniły swoją rolę wyśmienicie
i teraz już wiemy, czego się spodziewać.
Przez
trzy dni przychodziliśmy do szkoły później niż zwykle, by
rozpocząć pierwszy egzamin o godzinie 9:00. Każdego dnia pisaliśmy
dwa testy. We wtorek był to język polski oraz historia i wos, w
środę zmierzyliśmy się z egzaminem z matematyki oraz częścią
przyrodniczą (biologia, chemia, fizyka i geografia), by zakończyć
w czwartek dwoma egzaminami z angielskiego, na poziomie podstawowym i
rozszerzonym.
trzy dni przychodziliśmy do szkoły później niż zwykle, by
rozpocząć pierwszy egzamin o godzinie 9:00. Każdego dnia pisaliśmy
dwa testy. We wtorek był to język polski oraz historia i wos, w
środę zmierzyliśmy się z egzaminem z matematyki oraz częścią
przyrodniczą (biologia, chemia, fizyka i geografia), by zakończyć
w czwartek dwoma egzaminami z angielskiego, na poziomie podstawowym i
rozszerzonym.
Wszystko
odbywało się tak, jak na corocznym egzaminie w kwietniu. Byliśmy
podzieleni na dwie sale: dyslektyków i „niedyslektyków”. Po
wejściu składaliśmy podpis i losowaliśmy miejsce, a potem
kodowaliśmy nasze arkusze i zaczynaliśmy rozwiązywać test.
Dyslektycy mieli wydłużony czas, nie musieli przenosić odpowiedzi
na arkusz oraz mogli popełnić więcej błędów interpunkcyjnych i
ortograficznych bez straty punktów. Jak wspomniałam, egzaminy były
dość łatwe i większość z nas wyszła przed czasem. Pierwszy
test zaczynał się o dziewiątej, drugi dopiero o 10:45. To było
jedyne, co mi przeszkadzało. Wolałabym napisać, co trzeba i wyjść
do domu, zamiast siedzieć tyle czasu bezczynnie w szkole.
odbywało się tak, jak na corocznym egzaminie w kwietniu. Byliśmy
podzieleni na dwie sale: dyslektyków i „niedyslektyków”. Po
wejściu składaliśmy podpis i losowaliśmy miejsce, a potem
kodowaliśmy nasze arkusze i zaczynaliśmy rozwiązywać test.
Dyslektycy mieli wydłużony czas, nie musieli przenosić odpowiedzi
na arkusz oraz mogli popełnić więcej błędów interpunkcyjnych i
ortograficznych bez straty punktów. Jak wspomniałam, egzaminy były
dość łatwe i większość z nas wyszła przed czasem. Pierwszy
test zaczynał się o dziewiątej, drugi dopiero o 10:45. To było
jedyne, co mi przeszkadzało. Wolałabym napisać, co trzeba i wyjść
do domu, zamiast siedzieć tyle czasu bezczynnie w szkole.
Uważam,
że było to ciekawe doświadczenie i pomogło mi. Nie stresuję się
już właściwym egzaminem tak bardzo jak wcześniej.
że było to ciekawe doświadczenie i pomogło mi. Nie stresuję się
już właściwym egzaminem tak bardzo jak wcześniej.


