19 maja, 2022

Echa po “Mieście 44”.

W październiku wybraliśmy się na głośny film Jana Komasy “Miasto 44”. Obraz ten nikogo nie pozostawił obojętnym, choć głosy na jego temat są bardzo podzielone. Prezentujemy recenzję Blanki z klasy drugiej liceum – świetna, choć bardzo subiektywna. Jakie były Wasze wrażenia?

P { margin-bottom: 0.21cm; direction: ltr; color: rgb(0, 0, 0); widows: 2; orphans: 2; }A:link { color: rgb(0, 0, 255); text-decoration: underline; }

W czwartek, 23 października
zobaczyliśmy dramat wojenny Jana Komasy ”Miasto 44”.
Głównym tematem jest wybuch Powstania Warszawskiego w 1944r. oraz
losy jego uczestników. Przedstawione są problemy młodych ludzi,
powstańców, którzy mają (teoretycznie, ze względu na swój wiek)
całe życie przed sobą. Decydują się jednak wziąć udział
w Powstaniu, zostawiając swoje rodziny i bronić Ojczyzny.


Mimo tego, że założeniem jest, by
film był o Warszawie w 1944r., to głównym wątkiem jest
rodząca się na początku filmu miłość głównego bohatera
Stefana (Józef Pawłowski) do Biedronki (Zofia Wichłacz). Młodzi
poznają się na początku filmu, wieczór przed powstaniem i przez
cały film ich losy się krzyżują.


Myślę, że te dwa wątki: wybuch
Powstania oraz miłość są wystarczająco ważne i wyczerpujące,
by zrobić dobry film. W mojej ocenie jednak Jan Komasa w niezwykle
nieudany sposób łączy ze sobą wszystkie tematy, które są
związane z wojną oraz walką o wolność i miłość. Przez takie
połączenie wątków bardzo trudno jest się skupić na jednej
kwestii. Myślę, że w obliczu wszystkich tematów, scen, które są
przeładowane efektami specjalnymi i wyjątkowo nietrafioną muzyką,
niezwykle łatwo jest pominąć to, co najważniejsze, czyli sens
Powstania Warszawskiego, motywy młodych ludzi, którzy zdecydowali
się brać w nim udział, jego wpływ na naszą rzeczywistość
teraz. Przez to wszystko film nie wzbudza emocji w widzu, który
oczekuje głębszej refleksji po wyjściu z kina.


Posunę się do określenia tego
filmu produkcją hollywoodzką. Mam wrażenie, że ma trafiać
głównie do młodych ludzi XXI wieku, którzy przyzwyczajeni są do
efektów specjalnych i są znudzeni „zwykłymi filmami”. Może z
tej przyczyny Komasa w swoim filmie zastosował wiele bardzo
drastycznych rozwiązań, lecz wydaje mi się, że są one zbędne,
np. deszcz spadających po ostrzale czołgu niemieckiego ciał.
Moment, w którym mózgi, ręce, nogi spadają na ziemię z deszczem
krwi trwa chyba dwie minuty albo nawet więcej. Wydaje się to
zupełnie nieuzasadnione. Moją uwagę przykuły też sceny
pocałunków. Były tak nierealistyczne, że wzbudzały we
mnie jedynie mimowolny śmiech. Na przykład scena, w której Niemcy
strzelają do Stefana i Biedronki: ci rzucając się w bok, zaczynają
się całować, w tle słyszymy muzykę zbliżoną do techno,
sceneria zmienia się w imitację nieba z dziwnym puchem, który nie
wygląda ani jak śnieg, ani jak chmury, ani nawet jak pyłki z
topoli; lecą strzały i oczywiście mimo tego, że para całuje się
na środku pustej hali, żaden pocisk w nich nie trafia. Bardzo mi
się to nie podoba. Scena jest nierealistyczna, wręcz zakrawa na
komiczną.


Myślę jednak, że dobrze, że taki
film powstał. Tematyka Powstania Warszawskiego jest coraz odważniej
poruszana i trafia do młodych ludzi. Może przyszły takie czasy, że
widz musi być wręcz atakowany efektami specjalnymi, krwią i
brakiem realizmu, żeby coś zrozumiał. Osobiście uważam, że to
nie jest dobre, ale może jest to jedyny sposób, by zainteresować
niektóre osoby tą, ogromnie jednak ważną, tematyką.


Podsumowując, stwierdzam, że film
Jana Komasy „Miasto 44” nie podobał mi się, męczył mnie i nie
wzbudził mimo, że tego oczekiwałam, głębokich przemyśleń, nie
poruszył mnie, bardzo chłodno i negatywnie go odebrałam.